Hátulról Nóri halkan megkérdezte: „Nagyi, ha valaki húzza a ruhámat, akkor gondolkodni kell?”
Laci azonnal elhallgatott.
Hátrafordultam hozzá. A haja a halántékára tapadt, a szeme piros volt. Valami puhát akartam mondani neki, hogy ne ijedjen meg túl korán a világtól. De nem ment puhán.
„Kiabálni kell”, mondtam. „El kell menni onnan. Szólni kell nekem, anyának vagy olyan felnőttnek, akiben bízol. Senkinek nincs joga húzkodni a ruhádat.”
Bólintott. Aztán megkérdezte: „Akkor is, ha nevetnek?”
„Főleg akkor.”
Laci hazáig egy szót sem szólt.
Otthon első dolga volt, hogy felkapja a fürdőruhám felsőjét a mosógépről.
„Add ide”, mondtam.
„Minek ez neked? Ki kell dobni.”
„Add ide.”
Két ujjal nyújtotta, mintha koszos lenne. A hátsó fehér zsinór majdnem kiszakadt a varrásból. Pár szál tartotta.
Leültem a kád szélére, és hirtelen eszembe jutott, amikor tizenkilenc voltam. A vonat Szolnok és Cegléd között, délutáni tömeg, idegen kéz a szoknyámon. Akkor megdermedtem. Otthon elmondtam anyámnak, ő meg becsukta az ablakot, és azt felelte: „Apádnak ne mondd. Balhét csinál, aztán majd a szomszédok beszélnek.”
Akkor hallgattam.
Harminchét évvel később a férjem ott állt a fürdőszoba ajtajában, és majdnem ugyanazon a hangon mondta: „Ne fújd fel. Nóri hamarabb elfelejti, ha nem beszélsz róla folyton.”
Felemeltem a fejem.
„Nem azt kell elfelejtenie, hogy megvédheti magát.”
„Azt kell elfelejtenie, hogy a nagyanyja mindenki szeme láttára felpofozott egy kamaszt.”
Wyjąłem małe nożyczki, odciąłem wystające nitki i schowałem biały sznurek do kieszeni szlafroka. Sam nie wiedziałem dlaczego. Po prostu nie mogłem go wyrzucić.
Tego wieczoru Nóri zasnął na kanapie. Réka pracowała do późna, mając ochotę zabrać go dopiero następnego ranka. Laci siedziała w kuchni, popijając wino i przeglądając telefon. Podgrzałem makaron, ale nie mogłem jeść.
„Jutro zadzwonię do spa” – powiedziałem.
Nawet nie podniosła wzroku. „Już do nich napisałem”.
Odwróciłem się.
„Jak napisałeś?”
„Jak zamkniemy sprawę? Nie złożymy skargi, jeśli oni też tego nie zrobią”.
„Kto dał ci prawo pisać za mnie?”
Odłożyła słuchawkę ekranem do dołu. „Jestem twoim mężem”.
„I?”
„I próbuję uchronić się przed wstydem”.
Znów to słowo. Nie ból. Nie strach dziecka. Nie moja ręka, która wciąż drżała, gdy trzymałam szklankę. Ale wstyd.
Następnego ranka zadzwoniła do mnie kobieta z salonu spa. Przedstawiła się jako pani Kovács. Jej głos był suchy, oficjalny.
„Pani Évo, oglądaliśmy nagranie”.
Usiadłam na kuchennym krześle.
„I?”
„Na nagraniu widać chłopca podchodzącego do pani od tyłu. Patrzy na swoich kolegów. Potem chwyta za sznurek. Najpierw pociąga luźniej. Za drugim razem mocniej”.
Zamknęłam oczy.
Nie zwariowałam. Nie przesadzałam. Nie „źle zrozumiałam”. Stało się dokładnie tak, jak powiedziałam.
„Możemy sporządzić raport” – powiedziała. „Ale jest problem. Pani mąż przysłał nam wczoraj wieczorem list”.
Wstałam.
„Jaki list?”
„Napisano w nim, że przyznał się pan do przesadnej reakcji i jest pan gotów ustnie przeprosić rodzinę chłopca, jeśli nie zgłosi się na policję”.
Zaczęło mi dzwonić w uszach.
„Do niczego się nie przyznaję”.
„Dlatego do pana dzwonię. W liście napisano również, że dziecko rzekomo nie widziało samego zdarzenia, a jedynie przestraszyło się pańskiego ciosu”.
Zajrzałem do salonu. Nóri siedziała na podłodze, zakładając dziecku skarpetki. Jedna ze skarpetek była już na jego główce. To była tak głupia, drobna scena, że aż mnie skręcało.
„Nóri wszystko widziała” – powiedziałem.
„Rozumiem”.
Poprosiłem, żeby niczego nie zamykali bez mojej osobistej odpowiedzi, po czym się rozłączyłem.
Laci była pod prysznicem. Jej telefon leżał na kuchennym stole. Nigdy wcześniej nie zaglądałem do jej telefonu. Ani razu przez dwadzieścia dwa lata. Ale ekran sam się rozświetlił.
Nadeszła wiadomość od ojca chłopca. Dzień wcześniej przycisnął swoją wizytówkę do Laci, „aby doszło do pokojowego porozumienia”, widziałam ją w samochodzie.
„Twój wnuk na pewno powie, że tego nie widział? Jeśli wzmocni pępowinę, mój syn będzie miał poważne kłopoty”.
Poniżej odpowiedź Laci.
„Rozmawiałam z nim. Powie, co będzie trzeba. Powiedziałam mu, że policja może zabrać babcię, jeśli będzie gadać…”
Dzięki, że dotarłaś do części drugiej.
To zdanie pojawiło się na ekranie, gdy w łazience leciała woda. Nie czytałam dalej. To wystarczyło.
Wzięłam swój telefon, zrobiłam zdjęcie wiadomości, a następnie odłożyłam telefon Laci dokładnie tam, gdzie był. Potem wyjęłam biały sznurek z kieszeni szlafroka. Był już suchy, pomarszczony, z wystającymi nitkami na końcu. Zacisnęłam go w pięść i poszłam do salonu.
Nóri siedział na dywanie. Dziecko miało już na sobie skarpetki prawie wszędzie. Nawet na jej dłoniach.
„Nóri” – powiedziałem. „Chodź tu ze mną na chwilę”.
Uniosła wzrok i od razu zrozumiała wszystko z mojej twarzy. Czasami dzieci widzą szybciej niż dorośli.
„Nic nie mówię” – powiedziała.