Tego popołudnia otrzymaliśmy wyniki badań Lili ze szpitala. Nie od niego, oczywiście. Został on później dołączony ze względu na postępowanie policyjne i sądowe. Płód był w porządku. Obrzęk twarzy Lili, lekkie uszkodzenie tkanek miękkich. Na mojej twarzy też.
Ale pierwszy klaps pochodził od niego.
Na nagraniu z kamery wyraźnie to widać.
Lili została oskarżona o zakłócanie porządku i drobne uszkodzenie ciała. Od razu stwierdził, że od miesięcy go nękam i uderzył mnie jedynie w samoobronie.
Właśnie wtedy przesłaliśmy nagrania bezpieczeństwa, poprzednie wiadomości i wewnętrzny e-mail, w którym Lili napisała do HR:
„U boku pana Mártona cieszę się szczególną ochroną. Proszę nie przesyłać pani Villő informacji o moim grafiku pracy.”
Odpowiedź HR:
„Pani Szalai, Villő Szabó nie jest wymieniony wśród kontaktów pracodawców”.
Odpowiedź Lili:
„Jeszcze nie.”
Te dwa słowa znaczyły więcej niż wszystkie jego krzyki.
Jeszcze nie.
On już zajął miejsce.
Po prostu nie wiedział, przy jakim stole właściwie siedzę.
Śledztwo w sprawie Delta Nova postępowało szybko, ponieważ Szentiványi nie był głupcem. Zrozumiał, że jeśli nie poświęci Mártona, cała kompania pójdzie z nim.
Trzy dni później władza przywódcza Mártona została zawieszona.
Tydzień później rozpoczął się audyt wewnętrzny w dziale handlowym.
Dwa tygodnie później okazało się, że Márton otrzymał „zamówienia doradcze” od podwykonawców, których później próbował dodać do listy dostawców projektu, dzięki interwencji Lili w kilku kontraktach. Część pieniędzy przeszła przez firmę brata Lili. Niektóre faktury zostały wystawione z fałszywym dowodem ukończenia.
To już nie było tylko oszustwo.
To kwestia ekonomiczna.
Wtedy właśnie Márton przyszedł do mnie osobiście.
Czekał na recepcji w biurowcu Szabó Capital, ubrany w stary granatowy garnitur, który mu kupiłem na pierwszą dużą prezentację. Potem powiedział, że przyniesie szczęście.
Teraz wydawało się to raczej złym znakiem.
Wpuściłem go na salę posiedzeń, ale tylko dlatego, że byli tam także dr Keresztes i Eszter Barta.
„Vilő” – zaczął cicho – „popełniłem błąd”.
Usiadłam naprzeciwko niego.
– Którą część masz na myśli? Dla swojego kochanka? Dla dziecka? Za klapsa? Do zagrożenia? Za pieniądze firmy? Pomóżcie, jest dużo materiału.
Zarumienił się.
„Nie powinienem był pozwolić Lili wysunąć się na pierwszy plan w ten sposób”.
Prawie się roześmiałem.
Nawet teraz mówił tak, jakby mówił o źle poprowadzonym spotkaniu.
– Nie pozwoliłeś mi iść dalej. Zabrałeś ją do łóżka, zatrzymałeś jako sekretarkę, wysłałeś w podróż za firmowe pieniądze, a potem pozwoliłeś jej spoliczkować twoją żonę.
„Ona jest w ciąży”. Wrażliwy.
– Byłem z tobą żonaty. To też nie zapewniało mu ochrony.
Po tym zdaniu nie spojrzał na mnie.
— Dla dobra dziecka rozstańmy się przynajmniej w sposób humanitarny.
— Twoje dziecko nie ma nic wspólnego z naszym podziałem majątku.
„Mój synu”.
— Porozmawiajmy o tym na pewno po badaniu DNA.
Podniósł głowę.
“Co masz na myśli?”
“Nic.” Właśnie dowiedziałem się, że ci, którzy kłamią w jednej sprawie, rzadko na tym poprzestają.
Nie uwierzył mi.
Mężczyźni, którzy zbyt długo wierzą we własną wyjątkowość, zawsze myślą, że to, co robią innym, nie może ich spotkać.
Ostatecznie nie poprosiłam o badanie DNA.
Matka Martina.
Pani Farkas po raz pierwszy po skandalu przytuliła Lili, potem gdy dowiedziała się, że Delta Nova zawiesiła jej syna, nagle przypomniała sobie, że ma wątpliwości.
„Z taką kobietą nigdy nic nie wiadomo” – rzekomo powiedział.
Nie było mi żal Lili.
Ale zapamiętałem to zdanie.
Dokładnie tak samo o mnie mówili, choć jeszcze myśleli, że za mną nic nie ma.
Wyniki DNA przyszły trzy tygodnie później.
Dziecko nie należało do Mártona.
Lili początkowo twierdziła, że zaszła pomyłka. Poprosił o drugie badanie. Drugi pokazał to samo.
Później okazało się, że w czasie ciąży miała romans z szefem innej firmy dostawczej, której firma miała być włączona do dużego projektu przy wsparciu Mártona.
Márton się załamał.
Nie z powodu naszego małżeństwa.
Nie z mojego powodu.
Z powodu własnego upokorzenia.