Zachowałem pełne prawo własności domu. Przyznano mi wyłączną opiekę fizyczną nad Noahem, a Marcusowi przyznano ściśle nadzorowane odwiedziny przez sześć godzin, co drugą niedzielę. Sędzia nałożył na Marcusa nakaz zwrotu ogromnej sumy pieniędzy za sprzeniewierzone aktywa. Nie była to natychmiastowa wypłata jednorazowa – to było…
w brutalne, prawnie wiążące zajęcia pensji. Fundusz edukacyjny byłby uzupełniany siłą, dolar po dolarze.
Marcus nie trafił do więzienia federalnego. Czuję się w obowiązku to powiedzieć, ponieważ społeczeństwo często oczekuje dramatycznego, kryminalnego finału, którego sądy cywilne rzadko zapewniają. Nie dostał kajdanek. Otrzymał prawomocny wyrok cywilny, publiczny wpis do rejestru sądowego klasyfikujący go jako niezdolnego do sprawowania opieki nad osobą starszą oraz miażdżące jarzmo finansowe, które zdławi jego dochody na następną dekadę.
To, czy to równa się sprawiedliwości, jest kwestią subiektywną. Dla mnie była to absolutna odpowiedzialność i to było lekarstwo, którego potrzebowałem.
Diane, pozbawiona swojego „sugar daddy”, została natychmiast eksmitowana z posiadłości Birchwood. Zmuszona była czołgać się z powrotem do ciasnego mieszkania naszej matki – poetycka, dusząca kara sama w sobie. W ciągu kolejnych miesięcy zostawiła dwie wiadomości głosowe. To były klasyczne przeprosiny narcyza, przepraszającego jedynie za katastrofalne niedogodności, jakie mu się przytrafiły.
Usunęłam je bez wysłuchania dwa razy.