“Rodzinne.”
“Rodzinne nie znaczy twoje.”
Wyszli po godzinie.
Na stole zostały tabletki, garnek z zupą i pełnomocnictwo, którego Karolina chyba celowo nie zabrała.
Otworzyłam szafkę, gdzie trzymałam książeczkę weterynaryjną Gucia.
Zniknęła.
Nie było także transportera ani worka karmy.
Marek nie podjął nagłej decyzji z powodu hałasu. Usuwał ptaka jak element mieszkania, które chciał opróżnić.
Następnego dnia przyszła pani Zofia.
Zobaczyła klatkę i zamarła.
“Gdzie nasz artysta?”
“Marek go oddał.”
“Komu?”
“Podobno dobrym ludziom.”
Sąsiadka zacisnęła usta.
“Mnie powiedział, że sama prosiłaś. Że boisz się po operacji zakażenia.”
“Kiedy go zabrali?”
“Cztery dni temu. Marek przyjechał z młodą kobietą w beżowym płaszczu. Ale to nie ona zabrała ptaka.”
“A kto?”
“Nie wiem. Ta kobieta oglądała mieszkanie. Robiła zdjęcia i pytała, kiedy może przywieźć meble.”
Pani Zofia zauważyła pełnomocnictwo.
“Nie podpisuj tego.”
“Nie zamierzam.”
“Zmień też zamek.”
“To mój syn.”
Wydawało mi się, że powie coś łagodniejszego.
Nie powiedziała.
“Właśnie dlatego mówię teraz, zanim zrobi coś, po czym będziesz musiała nazywać go inaczej.”
Zaczęłyśmy przeglądać ogłoszenia i grupy poświęcone papugom.
Po dwóch godzinach pani Zofia znalazła zdjęcie.
Gucio siedział na oparciu obcego krzesła.
Pod fotografią napisano:
“Proszę o rady dotyczące dorosłej papugi żako. Poprzednia właścicielka zmarła po operacji. Rodzina oddała ptaka. Jest niespokojny i powtarza dziwne zdania.”
Czytałam słowa “właścicielka zmarła” kilka razy.
Nie umarłam.
Mój syn po prostu usunął mnie ze swojej opowieści, zanim usunąłby mnie z mieszkania.
Kobieta z ogłoszenia miała na imię Magda.
Napisałyśmy do niej.
Odpowiedziała wieczorem:
“Ptaka przekazał mi syn zmarłej właścicielki. Co się stało?”
Nagrałam wiadomość:
“Nazywam się Barbara Nowak. Gucio jest mój. Żyję. Wróciłam ze szpitala i zastałam pustą klatkę.”
Magda zadzwoniła niemal natychmiast.
“Przepraszam. Nie wiedziałam.”
“Jak on się czuje?”
“Mało je. W nocy woła Basię.”
W słuchawce zaszumiały skrzydła.
Potem głos mojego zmarłego męża powiedział:
“Basia, herbata stygnie.”
Zakryłam usta dłonią.
“Przywiozę go jutro” powiedziała Magda.
“Dzisiaj.”
Przyjechała wieczorem z transporterem.
Gucio usłyszał mnie jeszcze na klatce schodowej.
“Basia, gdzie ty chodzisz?”
Usiadłam w przedpokoju i rozpłakałam się.
Wydostał się z transportera, ciężko przeleciał na moje kolana i dotknął dziobem policzka.
“Jan wrócił.”
“Jesteś w domu, Guciu.”
Magda podała mi książeczkę weterynaryjną.
Potem wyjęła telefon.
“Muszę pani coś pokazać. Nagrałam to, bo myślałam, że powtarza przypadkowe słowa.”
Na ekranie Gucio siedział na karniszu. Najpierw gwizdał, a potem głosem Marka powiedział:
“Najważniejsze, żeby podpisała przed wypisem.”
Po chwili odezwał się kobiecym głosem Karoliny:
“Pośredniczka przyjdzie w czwartek.”
Gucio zatrzepotał skrzydłami i powtórzył:
“Przed wypisem. Przed wypisem.”
Czy ptak, który nie rozumiał znaczenia słów, mógł uratować mnie przed własnym synem?…↓

Część druga
Magda przesunęła palcem po ekranie.
“Jest jeszcze jedno.”
Na drugim nagraniu Gucio spacerował po oparciu kanapy i skubał materiał.
Potem głosem Marka powiedział:
“Klatkę wyniesiemy. Meble zostaną.”
Przerwał, przechylił głowę i dodał:
“Matkę do Haliny.”
Niektóre słowa były niewyraźne, ale głos syna rozpoznałabym wszędzie. Papuga naśladowała nawet sposób, w jaki Marek chrząkał przed trudniejszym zdaniem.
“To musiał usłyszeć w moim mieszkaniu” powiedziałam.
Magda skinęła głową.
“Wiem, że nagranie papugi nie jest dowodem w sądzie. Ale może wskazać, czego szukać.”
Miała rację.
Rano zadzwoniłam do cioci Haliny.
Ucieszyła się.
“Basiu, Marek mówił, że sama chcesz do mnie przyjechać. Przygotowałam pokój.”
“Na jak długo?”
“Co najmniej do jesieni. Potem podobno znajdziecie jakiś ośrodek rehabilitacyjny bliżej miasta.”
Usiadłam.
“Halina, rozmawiałaś z moim lekarzem?”
“Nie.”
“Widziałaś moje wypisy?”
“Nie.”
“Więc kto zdecydował, że nie mogę mieszkać sama?”
Zamilkła.
“Marek.”
“Powiedział ci, że chce wynająć moje mieszkanie?”
Cisza trwała dłużej.
“Mówił, że dochód pójdzie na rehabilitację i pomoc dla ciebie.”
“Nie wyraziłam zgody.”
“Basiu, nie wiedziałam.”
Wierzyłam jej. Przyjęłaby mnie z poczucia obowiązku, ale nie pomagałaby synowi odebrać mi domu.
Po rozmowie wezwałam ślusarza.
Zmienił oba zamki.
Marek przyjechał wieczorem. Jego klucz nie pasował.
Zadzwonił dzwonkiem.
“Mamo, co robisz?”
Nie otworzyłam.
“Powiedziałeś Magdzie, że umarłam.”
Za drzwiami zapadła cisza.
“Kto to jest Magda?”
“Kobieta, której oddałeś Gucia.”
“Papuga wróciła?”
W jego głosie nie usłyszałam ulgi.
Usłyszałam złość.