Chłopiec zamrugał ze zdziwienia.
„Wszystkie?”
„Tak”.
I chcę, żebyś mi coś obiecał.
„Co dokładnie?”
„Że pójdziesz prosto do babci i kupisz jej lekarstwo”.
Mężczyzna podał mu kilka banknotów.
Mihăiță spojrzał na nie z przerażeniem.
— Proszę pana… to za dużo pieniędzy.
— Nie.
To odpowiednia cena za pańską pracę.
Dziecko ledwo mogło mówić.
Ocierał łzy grzbietem dłoni i powtarzał:
— Dziękuję… dziękuję…
Mercedes odjechał bez pośpiechu.
A mężczyzna w SUV-ie zaśmiał się ironicznie.
„Jakie miałeś szczęście, dzieciaku”.
Są też łobuzy.
Mihăiță nie odpowiedział.
Zebrał puste wiadra i pobiegł w stronę wioski.
Następnego ranka Sorin wszedł do siedziby firmy, przekonany, że czeka go regularne spotkanie.
Sekretarka natychmiast go powitała.
„Pan Victor czeka na pana w sali konferencyjnej”.
„Ja?”
„Tak.
Teraz”.
Sorin poprawił krawat.
Może czekał go awans.
W ostatnich miesiącach podpisał kilka ważnych kontraktów.
Zapukał do drzwi.
„Proszę wejść”.
Kiedy wszedł, zdrętwiały mu nogi.
Na końcu stołu siedział mężczyzna w mercedesie.
Był teraz ubrany w elegancki garnitur i przeglądał jakieś dokumenty.
Victor powoli podniósł wzrok.
„Dzień dobry, Sorin”.
Kierownik spróbował się uśmiechnąć.
„Dzień dobry…
Panie Victorze…
„Czy wie pan, gdzie się wczoraj spotkaliśmy?”
Twarz Sorina zbladła.
— EU…