Najpierw wysiadło dwóch eleganckich mężczyzn. Wyglądali jak dyrektorzy, ale poruszali się jak drapieżniki.
Potem pojawiła się Bianca w białym trenczu.
„Wyglądasz na spokojną” – powiedziała. „Jak na kobietę, która straciła wszystko”.
„Gdzie jest moja matka?”
Bianca gestem wskazała i pojawił się opancerzony SUV. Szyba opadła na tyle, że mogłem zobaczyć matkę żywą.
„Księga wieczysta” – powiedziała Bianca. „Wtedy podpiszesz umowę spółki i jutro przyznasz się przed Komisją Papierów Wartościowych i Giełd (SEC).”
„Dam ci księgę wieczystą” – powiedziałem. „Ale mam kontrpropozycję”.
„Nie jesteś w pozycji, żeby negocjować”.
„Chyba jednak jestem”.
Rzuciłem kopertę na mokry chodnik.
„Otwórz, zanim zrobią to twoi znajomi”.
Część 4: Zwrot Wilków
Jeden z ludzi Bianki podniósł kopertę i podał jej dokumenty.
W trakcie czytania jej nieskazitelna arogancja pękła.
„To falsyfikat” – syknęła.
„Naprawdę?”
Dokumenty, które stworzyłem, zostały sporządzone na podstawie prawdziwych danych z kont mojego ojca. Pokazywały, że Bianca przez sześć miesięcy wyprowadzała dziesiątki milionów dolarów ze wspólnych zagranicznych kont Sieci do prywatnego szwajcarskiego trustu. Dołączyłem też fałszywą umowę o przyznaniu się do winy z Departamentem Sprawiedliwości, uzupełnioną o język prawniczy i pieczęcie wyglądające na urzędowe, sugerujące, że Bianca planowała ujawnić każdego starszego członka w zamian za immunitet.
„Myślisz, że w to uwierzą?” krzyknęła Bianca. „Ja im przewodzę”.
„Przewodzisz głodującym wilkom” – powiedziałem. „A wilki zawsze szukają pretekstu, żeby zjeść alfę”.
Jeden z mężczyzn wyrwał jej dokumenty z ręki. Rozpoznałem go z akt mojego ojca jako pośrednika powiązanego ze skorumpowanym senatorem.
„Nie sfałszowałem ich” – skłamałem gładko. „Arthur Crane dał mi je wczoraj wieczorem, zanim go otrułeś. Wiedział, że Bianca planowała opróżnić twoje konta i sprzedać was wszystkich, żeby uchronić się przed audytem”.
„Kłamie!” krzyknęła Bianca. „Próbuje nas podzielić”.
„Sprawdź numery rozliczeniowe” – powiedziałem pośrednikowi. „Zgadzają się z twoimi kontami na Kajmanach i Bahamach”.
Wykonał połączenie, odczytując numery z zaszyfrowanego telefonu. Cisza ciągnęła się, aż deszcz zaczął mi padać na twarz.
Jeśli kłamstwo zawiedzie, moja matka i ja będziemy skończeni.
W końcu fachowiec opuścił słuchawkę.
On i drugi mężczyzna skinęli głowami w milczeniu.
Bianca to zauważyła.
„Nie” – wyszeptała, cofając się.
Fachowiec podszedł bliżej i przycisnął coś pod płaszczem do jej boku.
„Zarząd chce z panią porozmawiać, pani Vale” – powiedział.
„Nie może pani tego zrobić” – szarpała się Bianca. „Jestem głową tej rodziny”.
Trzymali ją jak żelazo.
Firma zwróciła się do mnie. „Księga. Teraz”.
Bez wahania podałam mu czarną księgę.
To była trucizna. Niech się za nią rozszarpią.
„A moja matka?” – zapytałam.
Słuchał w słuchawce, a potem spojrzał na mnie.
„Jest pani duchem, pani Sterling. Nigdy nas pani dzisiaj nie widziała. Nigdy pani nie znała Arthura Crane’a. Jeśli kiedykolwiek powie pani komukolwiek słowo „sieć”, następnym razem nie będzie negocjacji”.
„Zrozumiano”.
Wciągnęli Biancę do mercedesa. Jej krzyki ucichły w ruchu na Manhattanie.
Drzwi SUV-a się otworzyły.