„Kobieta, którą kocham, wróciła… Rozwiedźmy się”. Tak właśnie powiedział… Podpisałam papiery, ale nie wyobrażał sobie, co zrobię dalej.
CZĘŚĆ 1
—Renata wróciła z Madrytu. Chcę rozwodu.
Alejandro de la Vega wypowiedział te słowa bez podnoszenia głosu. Położył grubą kopertę na marmurowym blacie kuchennym i nalał sobie wody, jakby właśnie anulował rezerwację, a nie zniszczył 10-letniego małżeństwa.
Valeria Cruz spojrzała na dokumenty.
Potem spojrzała na mężczyznę, dla którego porzuciła karierę, przyjaciół, a nawet nawyk podejmowania decyzji bez pytania o zgodę.
I, ku swojemu zaskoczeniu, nie czuła, jakby świat się walił.
Poczuła ulgę.
—Od jak dawna to planujesz?— zapytała.
Alejandro miał na sobie szary garnitur, który nosił na ważne rozprawy. Każdy szczegół był przemyślany: krawat, koperta, długopis obok papierów.
—To już nie ma znaczenia.
„Ma znaczenie, bo nie sporządziłeś tej umowy dziś rano. Jak długo jesteś z nią?”
Alejandro ścisnął kieliszek.
„Cztery miesiące. Poznaliśmy się na kolacji charytatywnej w Polanco. Renata wróciła jako inna osoba. Ja też się zmieniłem”.
Valeria przypomniała sobie, że cztery miesiące wcześniej Alejandro opuścił jej urodziny z powodu rzekomego spotkania w biurze. Zjadła samotnie mały tort w tej samej kuchni, podczas gdy jej teściowa, Mercedes, wysyłała jej wiadomości z poprawkami do listy gości na galę.
„Nie zmieniłeś się”, powiedziała Valeria. „Ożeniłeś się ze mną, bo tak było wygodnie. Teraz Renata znów jest wygodna”.
Twarz Alejandro stwardniała.
„Nie przyszedłem tu, żeby się kłócić. Chcę to zrobić z godnością”.
Valeria o mało się nie uśmiechnęła. Przez dziesięć lat „godność” oznaczała, że nie sprzeciwiała się mu w obecności partnerów biznesowych, nie mówiła za dużo przy kolacjach i udawała, że odejście z medycyny było jej własną decyzją.
Zanim go poznała, Valeria była jedną z najbardziej obiecujących rezydentek oddziału ratunkowego w Szpitalu Ogólnym w Meksyku. Potrafiła w kilka sekund zorganizować zespół urazowy. Marzyła o pomaganiu odizolowanym społecznościom i strefom dotkniętym katastrofą.
Alejandro powiedział, że podziwia tę siłę.
Po ślubie zaczął ją powoli demontować.
Najpierw narzekał na jej dyżury. Potem powiedział, że żona z rodziny De la Vega nie może wracać do domu pachnąca szpitalem. Mercedes upierała się, że medycyna ratunkowa jest „zbyt agresywna dla kobiety z wyższych sfer”.
Kiedy Alejandro został wspólnikiem w kancelarii prawnej swojego ojca, Valeria tymczasowo zrezygnowała.
Tymczasowa rezygnacja trwała osiem lat.
„Byłaś dobrą żoną” – kontynuował. „Moja matka to dostrzega”.
„Twoja matka nigdy nie wypowiadała mojego imienia bez wytykania wad”.
„Renata i ja zawsze byłyśmy sobie pisane. Wszyscy o tym wiedzieli”.
Valeria wzięła długopis.
Alejandro wyglądał na zmieszanego.
„Nie zamierzasz walczyć o nasze małżeństwo?”
„Ty napisałeś zakończenie. Ja tylko je podpiszę”.
Zrobiła to zdecydowanym pociągnięciem.
Alejandro wpatrywał się w jej podpis, jakby to była zniewaga.
„To wszystko? Dziesięć lat i nie zamierzasz płakać?”