„To nie dawało ci prawa.”
„Nie.”
Jego absolutna akceptacja rozbrajała każdy argument, ale nie zmniejszała mojego gniewu.
„Czego ode mnie teraz chcesz?”
Po raz pierwszy odkąd się pojawił, Adrian wydawał się nie mieć słów.
W końcu sięgnął do kieszeni płaszcza i wyciągnął kopertę.
„Podpisałem unieważnienie.”
Wpatrywałam się w nią, nie biorąc jej do ręki.
„Po sześciu latach?”
„Po tym, jak cię dziś zobaczyłem”.
„Nie rozumiem”.
„Widziałem, jak wsiadasz do tego samochodu i zdałem sobie sprawę, że nie jesteś już tą młodą kobietą, którą miałem nadzieję dla niej wybrać. Zbudowałeś życie, w którym mnie nie potrzebujesz. Zachowanie tego dokumentu uczyniłoby ze mnie dokładnie takiego mężczyznę, jakim zawsze bałem się stać”.
„Już nim jesteś”.
Ból przemknął mu przez twarz.
„Wiem”.
Podał mi kopertę.
„Brakuje tylko twojego podpisu”.
Wziąłem ją.
Latami czekałem, aż Adrian przyzna się do swoich uczuć. Wyobrażałem sobie, że kiedy to nastąpi, poczuję ulgę.
Nic takiego nie czułem.
Tylko zmęczenie.
„Jutro przenoszę szczątki mojego ojca” – powiedziałem. „Potem wrócę do Szwajcarii”.
„Rozumiem”.
„Nie chcę cię widzieć przez te pięć dni”.
Jego palce powoli się zamknęły.
„Rozumiem”.
„Chcę mieć pełny dostęp do wszystkich dokumentów, które mnie dotyczą. Inwestycji, rachunków, umów, komunikacji. Wszystkiego”.
„Dostaniesz je dziś wieczorem”.
Odwróciłam się, żeby wejść do hotelu.
Wtedy usłyszałam jego głos.
„Sophia”.
Nie zatrzymałam się.
„Nigdy nie ożeniłem się z Claire”.
Zamknęłam oczy.
„To nie zmienia tego, co widziałam”.
„Wiem”.
„Ani tego, co zrobiłaś”.
„Wiem”.
„To przestań to powtarzać”.
Wszłam do środka, nie oglądając się za siebie.
Przez kolejne dwa dni Adrian dotrzymywał słowa.
Nie pojawił się.
Zamiast tego otrzymałam ponad dziewięć tysięcy stron dokumentów.
Zespół prawny zatrudniony przez moją firmę zweryfikował każdy z nich.
Certyfikat był autentyczny, choć mógł zostać unieważniony z powodu braku świadomej zgody.
Inwestycje również były prawdziwe.
Adrian zaryzykował niemal cały swój majątek, żeby utrzymać moje śledztwo w najtrudniejszych miesiącach.
Ale najbardziej niepokojące nie były pieniądze.
To były listy.
Pisał jeden co tydzień odkąd wyjechałem.
Nigdy ich nie wysłał.
W pierwszym liście napisał, że pośpieszył się na lotnisko, spóźnił się i nigdy sobie nie wybaczy, że mnie puścił, wierząc, że nic dla niego nie znaczę.
W numerze pięćdziesiątym siódmym wyznał, że pojechał do Genewy i spędził dwie noce przed moim budynkiem, nie śmiejąc…
Zobaczyłam, jak puka do drzwi.
W rozdziale 104 obiecała przestać śledzić moje postępy w karierze.
W rozdziale 105 przyznała, że nie była w stanie dotrzymać tej obietnicy.
Nie czytałam pozostałych.
Rano w dniu przeniesienia mojego ojca niebo było szare.
Stałyśmy z Claire przed otwartym grobem. Przez lata obwiniałam ją o odebranie mi mężczyzny, którego kochałam. Teraz zrozumiałam, że ona również została wykorzystana.
„Dlaczego zgodziłaś się na ceremonię?” – zapytałam.
„Bo tata groził, że odetnie ci wszelkie wsparcie finansowe w Europie”.
„Mogłaś mi powiedzieć prawdę”.
„Bał się, że wrócisz po Adriana i porzucisz karierę”.
Spojrzałam na nią.
„Wszyscy twierdzili, że mnie chronią. Nikt nie pozwolił mi decydować”.
Claire spuściła głowę.
„Przepraszam”.
Nie wybaczyłem jej od razu.
Ale też nie znienawidziłem jej ponownie.
Kiedy robotnicy podnieśli trumnę, pod nagrobkiem pojawiło się małe metalowe pudełko.
W środku znajdował się list napisany przez mojego ojca.
To nie był ten sam, który przechwycił Adrian.
Ten był adresowany do nas obojga.
Do mnie i Adriana.
Mój ojciec przyznał się do zorganizowania sfingowanego ślubu. Przyznał, że manipulował emocjami wszystkich, aby uratować swoją firmę.
Ale ostatnia część zmieniła wszystko.
„Adrian myśli, że zmusiłam go do odejścia od Sophii. To nieprawda. Zaoferowałam mu wyjście, a on się zgodził, bo się bał.
Bał się różnicy wieku.
Bał się, że stanie się jak jego ojciec.
Bał się, że pokocha kogoś bardziej, niż będzie w stanie znieść.
Nie wybaczaj mu tylko dlatego, że cierpiał. Cierpienie nie czyni złej decyzji dobrą.
Ale nie okłamuj też siebie.
Pytanie nie brzmi, czy Adrian cię kochał.