Renata siedziała naprzeciwko niego, wyglądając na zaniepokojoną.
„Odkąd przyjechaliśmy, czułam, że obsługa nas obserwuje”.
„Bo wiedzą, jak rozpoznać ważnego człowieka” – odpowiedział Mauricio. „Spokojnie”.
„Kierownik hotelu przywitał cię dziś rano po imieniu”.
„Musieli sprawdzić swoich gości”.
Sommelier podszedł z butelką.
„To rezerwacja z Valle de Guadalupe” – wyjaśnił. „Osobista selekcja właściciela”.
Mauricio spróbował wina.
„Doskonały wybór”.
„Ta pani doskonale zna ten lokal” – odpowiedział sommelier.
Mauricio nie zrozumiał, o co chodzi.
O 8:09 Julián Robles, dyrektor generalny hotelu, czekał przy wejściu. Obok niego stała Emilia Santacruz.
Za nimi pojawiła się Lucía Villaseñor.
Miała na sobie granatowy garnitur, czarne buty i perłowe kolczyki, które należały do jej matki. Nie chodziła jak żona desperacko pragnąca odkryć niewierność.
Chodziła jak właścicielka miejsca, do którego w końcu postanowiła wrócić.
„Pani Villaseñor” – powitał ją Julián. „Wszystko gotowe”.
„Dziękuję. Nie chcę żadnych krzyków ani scen. Tylko świadków”.
Kiedy Lucía weszła do restauracji, kilku pracowników dyskretnie podniosło wzrok. Niektórzy pracowali dla rodziny od ponad 20 lat i pamiętali, jak Don Ernesto chodził po kuchniach, wypytując o dzieci każdego kucharza.
Renata zobaczyła ją pierwsza.
Jej uśmiech zniknął.
Mauricio kontynuował rozmowę o inwestycji w nieruchomości, aż zauważył, że go nie słucha.
„Co się stało?”
Renata spojrzała w stronę wejścia.
Mauricio powoli się odwrócił.
Lucią dzieliło zaledwie kilka kroków.
„Co pani tu robi?” – zapytał, wstając.
„Mógłbym zapytać panią o to samo, ale odpowiedź jest oczywista”.
Renata również wstała.
„Proszę pani, ja…”
„Jest pani Renata Lozano” – powiedziała Lucía. „Koordynatorka sprzedaży w firmie mojego męża”.
Renata zbladła.
„Mauricio powiedział mi, że jesteście w separacji”.
Lucía spojrzała na obrączkę, którą wciąż nosił.
„Dziwny sposób na rozstanie”.
„Lucía, to nie jest miejsce na rozmowę” – mruknął Mauricio.
Zauważyła herb Villaseñor na talerzach, serwetkach i karcie win.
„Wręcz przeciwnie. To jedyne miejsce, w którym powinniśmy byli porozmawiać od początku”.
Emilia podała Lucíi teczkę.
Położyła ją na stole.
„Witamy w moim hotelu, Mauricio”.
Zaśmiał się nerwowo.
„Waszym hotelu? Sieć jest zarządzana przez zarząd”.
„Zarząd, który przywrócił mnie na stanowisko prezesa trzy tygodnie temu, po tym jak dowiedział się o działaniach, które podjąłeś, korzystając z odwołanych pełnomocnictw”.
Mauricio zacisnął szczękę.
„Nie wiesz, jak zarządzać tą grupą”.
„Wiem wystarczająco dużo, żeby odkryć 11 nieautoryzowanych przelewów, cztery umowy z firmami powiązanymi z tobą i dwie rodzinne nieruchomości zastawione jako zabezpieczenie”.
Renata spojrzała na Mauricio.
„O czym ty mówisz?”
Nie odpowiedział.
Lucio otworzyła teczkę.
„Wiem też, że sfałszowałeś mój podpis, aby zagwarantować dług osobisty w wysokości 38 milionów pesos”.
Mauricio zniżył głos.
„Uważaj, co mówisz”.
„To nie oświadczenie. To wstępna opinia eksperta”.
Restauracja była nadal otwarta, ale napięcie ogarnęło każdego stolika w pobliżu.
Julián Robles podszedł do Renaty.
„Pani Lozano, czeka na panią samochód, który zawiezie panią do domu. W poniedziałek otrzyma pani powiadomienie z firmy, w której pani pracuje”.
„Nic nie wiedziałam o oszustwie” – powiedziała.
„Ale wiedziałam, że podróżuję z żonatym mężczyzną” – odparła Lucía. „Proszę nie mylić niewiedzy z niewinnością”.
Renata wzięła torebkę. Czekała na Mau.
Mauricio coś powiedział, ale nawet na nią nie spojrzał.
W tej chwili zrozumiała, że wszystkie jego obietnice były tylko pustymi słowami.
„Przepraszam” – wyszeptała, zanim wyszła.
Mauricio stał dalej, ciężko oddychając.
Lucio położyła przed nim drugą teczkę.
„Pozew rozwodowy”.
„Nie podpiszę”.
„Nie potrzebuję twojej zgody”.
„Chcesz mnie upokorzyć przed wszystkimi”.
„Latami wykorzystywałeś moje milczenie, żeby przedstawiać się jako właściciel tego, co zbudowała moja rodzina. Nie myl konsekwencji z upokorzeniem”.
Mauricio spojrzał na Emilię.
„Można to załatwić prywatnie”.
„Prywatnie skończyło się to, gdy zastawiłeś cudzą nieruchomość” – odpowiedział prawnik.
Lucio wyjęła kartkę papieru i położyła ją obok kieliszka z winem.
Mauricio ją podniósł.
To była kopia przelewu na firmę o nazwie Grupo Meridiano.
Jego twarz stężała.
Ta firma nie pojawiła się w żadnym z raportów przekazanych Lucii. Mauricio założył ją ze wspólnikiem, aby przekierować pieniądze i pokryć straty z nieudanego projektu.
Ale najbardziej przeraził go numer konta na dole.
Konto należało do kogoś, o kim Lucía jeszcze nie wspomniała.
„Skąd to masz?” zapytał.
„Od osoby, którą próbowałeś obwinić, kiedy wszystko zaczęło się walić”.
Mauricio ścisnął kartkę.
„Nie wiesz, co to znaczy”.
„Wiem. Wiem też, kto otrzymał pieniądze i dlaczego zachowali każdą wiadomość, którą im wysłałeś”.
Lucio zamknęła teczkę.
„Jutro o 9:00 ta osoba zezna przed radą i przekaże oryginały dokumentów”.
„Nie możesz mi tego zrobić!”
„Nic z tego nie zrobiłem, Mauricio. Zrobiłeś to, myśląc, że jestem zbyt zakochany, żeby patrzeć”.
Lucio odeszła w towarzystwie Emilii.
Przed przekroczeniem progu odwrócił się po raz ostatni.
„Smacznego wina. To ostatnia rzecz, za którą zapłacisz moim nazwiskiem”.
Mauricio ponownie spojrzał na nazwisko na koncie.
Myślał, że wymazał wszystkie dowody.
Ale tylko jedna osoba mogła zachować te dokumenty, a gdyby się odezwał, nie straciłby tylko małżeństwa i firmy.
Mógłby zostać oskarżony o przestępstwo, które ukrywał latami.
Najgorsze nie było to, że Lucía znała prawdę.
Najgorsze było to, że wiedział, kto zaraz ją wyjawi.
CZĘŚĆ 3
Mauricio spędził noc w hotelowym lobby.
Nie chciał wracać do apartamentu, gdzie wciąż leżała sukienka Renaty, puste kieliszki i białe kwiaty. Nie wrócił też do rezydencji Bosques de las Lomas, ponieważ Lucía już wcześniej zażądała, aby wszelkie wizyty były autoryzowane prawnie.
Usiadł obok portretu don Ernesto Villaseñora, pod okiem mężczyzny, którego bogactwo wykorzystywał do udawania własnej fortuny.
O 1:20 w nocy zadzwonił do swojego prawnika.
„Danielu, musisz przyjść do hotelu”.
„Co się stało?”
„Lucía dowiedziała się o Grupo Meridiano”.
Zapadła długa cisza.
„Masz kontrakty?”
„Ona ma transfer”.
„Ten, który otrzymał Gerardo Salas?”
Mauricio zamknął oczy.
„Jutro będzie zeznawał”.
„Ostrzegałem cię, żebyś go w to nie mieszał”.
„Zgodził się”.