„Camille?”
Patrzyła, jak krew zasycha na szyi córki.
„Tato” – powiedziała. „Otwórz drzwi. I zamknij wszystkie drzwi, które Julien wciąż uważa za swoje”.
CZĘŚĆ 2
W szpitalu Necker Léę zbadał chirurg szczękowo-twarzowy. Podczas gdy pielęgniarka ocierała jej wargę, Camille opowiedziała wszystko swojemu ojcu, Antoine’owi Delorme.
Zadał tylko jedno pytanie:
„Czy Julien chronił swoją córkę?”
„Nie”.
Potem Antoine zadzwonił do swoich prawników.
Firma Vasseur Logistique przetrwała tylko dzięki czterem liniom kredytowym anonimowo gwarantowanym przez firmy Delorme. Zostały one zawieszone przed godziną 18:00. Księgi ujawniły również sfałszowane faktury, przelewy na mieszkanie Inès i gwarancje podpisane na prywatne pożyczki.
Następnie dyrektor prawny wypowiedział zdanie, które zmroziło Camille:
„Inès Valmont nie istnieje”.
Jej prawdziwe nazwisko brzmiało Nadia Ferrand. Posługiwała się już dwiema tożsamościami w sprawach o oszustwa, które zostały umorzone z powodu braku dowodów, i wykorzystała dostęp Juliena do pożyczenia 1 800 000 euro.
O 19:12 Julien wysłał wiadomość:
„Przyjdź na galę Crillon”. „Ty i Léa przeprosicie Inès. W przeciwnym razie proszę o wyłączną opiekę”.
Camille zachowała zrzut ekranu, zadzwoniła do swojego prawnika, a następnie spojrzała na śpiącą córkę.
Gala Delorme miała ogłosić ratunek Vasseur Logistique.
Teraz miała ogłosić jego upadek.
CZĘŚĆ 3
O 20:40 dyskretna limuzyna podjechała pod Hôtel de Crillon. Camille odmówiła udziału w oficjalnym konwoju samochodowym ojca. Nie chciała żadnych teatralnych sztuczek, tylko prawdy przed tymi, na których Julien marzył zrobić wrażenie.
Policzek Léi wciąż był posiniaczony. Kiedy fotograf uniósł aparat, schowała się za matką.
Camille przykucnęła.
„Możesz zostać z Maître Renaud w prywatnym pokoju”.
„Wychodzisz?”
„Nie. Będę kilka metrów stąd”.
Léa ścisnęła małego, materiałowego lisa, którego dostała w szpitalu.
„Chcę iść. Ale musisz mnie mocno trzymać”.
„Będę cię trzymać tak długo, jak będzie trzeba”.
Poszli razem.
Pod żyrandolami w holu Julien i Inès witali już gości, jakby byli właścicielami tego miejsca. Julien miał na sobie swój najlepszy smoking. Inès zamieniła poplamioną suknię na strój w kolorze kości słoniowej ze starannie dobranym dekoltem. Odile, otulona antycznym futrem,
Śmiał się zbyt głośno przy szampanie.
Julien dostrzegł Camille i zbladł.
„Co ty tu z nią robisz?”
Julien bez chwili wahania przesunął wzrokiem po policzku Léi.
„Kazałaś mi przyjść”.
„Zniż głos”.
„Właśnie o to prosiłaś mnie od siedmiu lat”.
Inès podeszła z suchym uśmiechem na ustach.
„Powinna leżeć. Chyba że zamierzasz wykorzystać jej drobny uraz, żeby wzbudzić współczucie”.
Léa się spięła.
Camille stanęła przed nią.
„Powtórz to przed lekarzem, który badał obrażenia, i funkcjonariuszem, który spisywał moje zeznania”.
Uśmiech Inès zniknął na sekundę.
Julien chwycił Camille za ramię.