CZĘŚĆ 1
Pierwszym dźwiękiem, jaki usłyszała Camille, był stukot zębów córki o jasną drewnianą podłogę willi.
Pięcioletnia Léa leżała obok stolika kawowego, zasłaniając usta dłonią. Krew ciekła jej czerwonymi strużkami między palcami, aż do nadgarstka. Kilka kroków dalej Inès Valmont, nauczycielka Juliena, badała plamę po musie czekoladowym na jej srebrnej sukience.
„To dziecko jest niemożliwe” – wyrzuciła z siebie. „Zniszczyła pokój wart 9000 euro”.
Camille upadła na kolana. Policzek Léi był już opuchnięty. Dwa małe zęby leżały pod sofą, trzeci obok stłuczonego szkła.
„Mamo… Chciałam jej tylko dać serwetkę”.
Camille podniosła wzrok.
„Uderzyłaś ją?”
Inès wzruszyła ramionami.
„Pchnęła mnie. Zareagowałam”.
Julien zszedł po schodach, poprawiając krawat. Nie pobiegł do córki. Jego wzrok padł najpierw na sukienkę Inès, a potem na poplamiony dywan.
„Nie dzisiaj, Camille. Mam dość problemów przed przyjęciem u Delorme”.
„Twoja córka właśnie straciła trzy zęby”.
„To mleczaki”.
Léa zaczęła drżeć jeszcze bardziej.
Przez siedem lat Camille znosiła upokorzenia w tym domu w Saint-Cloud. Akceptowała to, że Julien przedstawiał jej prace jako własne pomysły, że teściowa, Odile, nazywała ją prowincjonalną dziewczyną bez przyszłości, a Inès stopniowo adaptowała się do ich codziennego życia. Camille nigdy nie wyznała, że urodziła się jako Delorme, dziedziczka rodziny kontrolującej prywatne banki, porty i fundusze inwestycyjne. Odeszła z tego świata, by poślubić Juliena, przekonana, że wybrana miłość jest warta więcej niż odziedziczone nazwisko.
W tym momencie weszła Odile, pachnąca i wściekła.
„Kolejna scena? Mamy dziś wieczorem gościć ważne osoby”.
Zobaczyła Léę, zacisnęła usta, a potem zwróciła się do Camille.
„Posprzątaj to. I przeproś Inès”.
„To ona uderzyła Léę”.
„Dzieci kłamią, kiedy są źle wychowywane”.
Odile uniosła rękę, tak jak zrobiła to już dwa razy. Tym razem Camille złapała ją za nadgarstek.
„Nigdy więcej”.
Nie uderzyła jej. Odepchnęła ją tylko na tyle, by perłowa bransoletka Odile rozbiła się i rozsypała na podłodze.
Julien zrobił groźny krok.
„Pożałujesz tego”. Beze mnie nie masz żadnego konta, domu, przyszłości.
Camille podniosła Léę, chwyciła jej płaszcz i przeszła przez korytarz pod ich niedowierzającymi spojrzeniami.
Na zewnątrz deszcz smagał podjazd. Schroniona pod wciąż otwartą apteką, zadzwoniła na pediatryczny oddział ratunkowy, a następnie wyciągnęła z podszewki torby telefon – telefon, którego nie włączała od ślubu.
Był na nim zapisany tylko jeden numer.
Ojciec odebrał przed drugim dzwonkiem.