„Hej, ty!” pstryknęła palcami. „Głucha jesteś, czy co? Chodź tu! Natychmiast posprzątaj ten bałagan!”
Wyszedłem z ukrycia i stanąłem z nimi twarzą w twarz.
Richard zbladł, gdy mnie zobaczył.
—G-Georgina?
Ale Lexi nawet tego nie zauważyła. Ciągle na mnie krzyczała.
„Na co się gapisz?” krzyknęła na mnie. „Podłoga jest brudna! Moja sukienka jest taka droga, nie pozwolę, żeby się poplamiła winem! Przesuń ją i posprzątaj, zanim cię wywalę!”
Spojrzałem na Richarda.
—Nie powiesz czegoś swojemu „przyjacielowi”, Richardowi?
Wtedy Lexi zdała sobie sprawę, że go znam.
„Znasz ją?” – zapytała Richarda, po czym zaśmiała się szyderczo. „Aaa… to pewnie twoja była gosposia, prawda? Dlatego wygląda znajomo. Nic dziwnego, że tak źle się ubiera”.
Lexi podeszła bliżej i wskazała palcem na moje czoło.
—Posłuchaj mnie uważnie, Hindusko. Sukienka, którą mam na sobie, kosztowała 100 000 pesos . Jest designerska. Przez całe życie nie stać cię nawet na zamek błyskawiczny. Więc przestań udawać głupią. WYCZYŚĆ. PODŁOGĘ.
Uśmiechnąłem się. Zimnym uśmiechem. Niebezpiecznym.
„Chcesz, żebym umył podłogę?” zapytałem spokojnie.
—TAK! Użyj tej szmatki, którą masz!
Rzuciłem miotełkę na podłogę.
„Nie wziąłem żadnych szmat” – odpowiedziałem. „Ale masz rację… Widzę tu coś, co może się przydać do sprzątania. Coś, co jest bezwartościowe”.
Jednym szybkim ruchem ZŁAPAŁAM RĄB SUKIENKI LEXI, WARTEJ W WARTOŚCI 100 000 PESOS .
Oczy Lexi rozszerzyły się ze zdziwienia.