-Co robisz?!
Z całych sił pociągnąłem za materiał.
KURCZĘ!
Dźwięk rozrywania wypełnił pokój. Sukienka rozdarła się od uda w dół. Lexi krzyknęła i zakryła nogę; została praktycznie w samej bieliźnie.
Teraz miałem w rękach duży kawałek czerwonego jedwabiu.
„Jak śmiesz?!”. krzyknęła. „Zwariowałeś! To kosztowało 100 000 pesos!”
Zignorowałem ją. Uklęknąłem i szorowałem podłogę jej podartą sukienką , wycierając rozlane wino.
„Spójrz tylko” – powiedziałam, sprzątając. „Twoja designerska sukienka okazała się doskonałą szmatką. Doskonale wchłania brud. Idealna dla kogoś takiego jak ty”.
Wstałem i rzuciłem mu prosto w twarz przemoczoną, brudną szmatę.
“DO DIABŁA!” Lexi próbowała się na mnie rzucić.
„STOP!” krzyknął Richard, stając między nimi. „Lexi, stój! Ona nie jest woźną!”
“Kto tam?!” krzyknęła Lexi.
Wyprostowałem się i podniosłem głowę.