Doña Rosa starała się udawać niewiniątko.
„To sprawa rodzinna” – powiedziała.
Esteban zachował spokój. „Wchodzenie do czyjegoś domu z nieautoryzowanym kluczem to nie sprawa rodzinna. To problem prawny”.
Luía stała za nim z Emilią w ramionach, blada, ale stanowcza.
„Mamo, mówiłam ci, żebym ci nie mówiła”.
Twarz Doñi Rosy stwardniała. „Zadzwoniłaś na policję do własnej matki?”
„Próbowałaś wejść do mojego domu bez pozwolenia”.
„Bo jesteś moją córką!”
„Jestem twoją córką” – odpowiedziała Lucía – „nie twoją własnością”.
Policja kazała Doñi Rosie i pozostałym odejść. Wściekła, krzyczała okrutne rzeczy pod adresem Andrésa, ale Esteban natychmiast ją powstrzymał.
Po tym Doña Rosa zmieniła taktykę.
Rozpuściła plotki na targu, w aptece i w okolicy. Powiedziała ludziom, że Lucía wyrzuciła jej biedną matkę na ulicę. Maribel wysyłała jej obwiniające wiadomości, mówiąc, że dzieci nie mają gdzie spać i że Andrés będzie rozczarowany.
Luía je ignorowała, ale każde słowo bolało.
Potem Emilia zachorowała.
Luía zawiozła ją do szpitala z gorączką. Podczas gdy czekała z niepokojem, przybył pracownik socjalny i powiedział, że otrzymali anonimowe zgłoszenie, że Lucía jest niestabilna, a dziecko jest zagrożone.
Luía poczuła, jak ziemia pod jej stopami znika.
Wtedy usłyszała głos matki w korytarzu.
„Chcę tylko chronić moją wnuczkę”.
Doña Rosa i Maribel stały tam, idealnie ubrane, udając zmartwione.
„Moja siostra źle się czuje” – powiedziała Maribel pracownikowi socjalnemu. „Nie pozwoli rodzinie zobaczyć dziecka”.
Luía ledwo mogła mówić. Była wyczerpana, pogrążona w żałobie i bała się, że wykorzystają jej ból przeciwko niej.
Tej nocy Esteban przyszedł z kawą, kurtką i pendrivem.
„Sprawdziłem kamery. Rozmawiałem z sąsiadem. Możemy udowodnić, że kłamali”.
Potem dał Lucíi coś jeszcze.