Spróbował ponownie.
Czerwony.
Mariana obserwowała z wnętrza, nieruchoma.
Linda podeszła do Diego.
„Co się stało?”
„Nic, technicy pewnie to zmienili” – odpowiedział zirytowany.
Technik
Przeczytała to po raz trzeci.
Czerwony.
Potem Mariana otworzyła drzwi wejściowe.
Zapadła głucha cisza.
Diego podniósł wzrok. Jego wyraz twarzy zmienił się, gdy tylko spojrzał za siebie: nie było salonu, jadalni, gotowych sypialni, domu czekającego na przyjęcie kogokolwiek.
Tylko jasne ściany, lśniąca podłoga, echo i teczka na małym stoliku.
Karla odłożyła telefon.
„A meble?”
Linda zdjęła okulary.
„Mariana, co to znaczy?”
Mariana wzięła teczkę i podała ją Diego.
„To wszystko, co dzisiaj dostaniesz”.
Nie wziął od razu.
„Nie rób tego”.
„Już to zrobiłeś”.
Linda zrobiła krok naprzód.
„Słuchaj, kochanie, nie zaczynaj z tym teatralnym zachowaniem. Diego powiedział nam, że to już uzgodniliśmy”.
Mariana spojrzała na nią bez nienawiści, ale i bez łagodności.
„Diego cię okłamał”.
Karla zmarszczyła brwi.
„Co masz na myśli, mówiąc, że nas okłamał?”
Diego gwałtownie otworzył teczkę. Najpierw zobaczył akt własności. Potem potwierdzenie wpłaty. Potem wyciąg z banku. Jego twarz powoli bladła.
Linda spróbowała zerknąć przez ramię.
„Co to takiego?”
„Nic” – powiedział szybko Diego.
To słowo sprawiło, że Mariana poczuła dziwny ucisk w piersi. „Nic” zawsze brzmiała odpowiedź Diego. Nic, gdy pytała o nietypowe wydatki. Nic, gdy jej rodzina prosiła o więcej. Nic, gdy mówiła, że czuje się wykorzystana.
Ale tym razem „nic” miało podpisy, daty i kwoty.
Laura podeszła do drzwi i stanęła obok Mariany.
„Dzień dobry. Jestem Laura Valdés, prawniczka pani Mariany Ríos”. Panie Diego, w tej teczce ma pan kopię aktu własności, dowód własności, cofnięcie dostępu do banku i wstępny raport o nieautoryzowanych przelewach lub przelewach dokonanych pod fałszywym pretekstem.
Don Ernesto przestał się uśmiechać.
„Przelewy?”
Karla spojrzała na Diego.
„O czym pan mówi?”
Diego zacisnął szczękę.
„To sprawa między mną a moją żoną”.
„Nie” – powiedziała Mariana. „Stało się to sprawą wszystkich, kiedy przyprowadzał pan wszystkich z walizkami do domu, w którym nigdy ich nie zapraszano”.
Linda otworzyła usta, ale nic nie powiedziała.
Po raz pierwszy rodzina Diego nie widziała w Marianie czarnego charakteru.
Widziała go.
I właśnie wtedy, gdy wydawało się, że wymyśli kolejne kłamstwo, Karla powiedziała coś, co zmieniło wszystko:
„Ale powiedział mi pan, że Mariana się zgodziła, bo była panu to winna”.
Mariana poczuła, jakby świat na chwilę się zatrzymał.
Diego odwrócił się wściekle.
„Karla, zamknij się”.
Echo tych dwóch słów rozbrzmiało echem po całym wejściu.
I wtedy Mariana zrozumiała, że prawda jest większa, niż sobie wyobrażała.
Gdybyś była Marianą, pozwoliłaby Diegowi się wytłumaczyć, czy też wyłożyłaby wszystko na stół przed jego rodziną?
CZĘŚĆ 3
Karla cofnęła się o krok, jakby Diego nie tylko zwrócił się do niej ostro, ale właśnie pokazał jej stronę, którą znała aż za dobrze i próbowała usprawiedliwiać przez całe życie.
„Nie mów do mnie w ten sposób” – powiedziała drżącym głosem.
Diego wziął głęboki oddech, próbując odzyskać kontrolę.
„Próbuję to rozwiązać, a ty tylko pogarszasz sytuację”.
„Nie” – wtrąciła Mariana. „Pogarsza to, że ktoś w końcu mówi to, co ty, kiedy mnie nie było”.
Linda spojrzała na syna.
„Diego, pokaż mi te papiery”.
Przycisnął teczkę do piersi.
„Mamo, nie rozumiesz”.
„To mi to wyjaśnij”.
Don Ernesto zdjął czapkę. Jego twarz nie wyrażała już tej komfortowej pewności siebie, z jaką tu przybył. Wyglądał starzej, bardziej nieswojo, jakby bagaż u jego stóp nagle ważył dwa razy więcej.
Laura mówiła spokojnie.
„Proszę pani, dokumenty wskazują, że nieruchomość należy wyłącznie do Mariany. Widać na nich również przelewy z jej kont na rzecz członków tej rodziny, niektóre z opisami niezgodnymi z rzeczywistością”.
Linda się zarumieniła.
„To niemożliwe. Diego powiedział nam, że to nasze pieniądze”.
Mariana wpatrywała się w nią.
„A jednak nigdy nie przyszło ci do głowy, żeby mnie zapytać?”