Serce waliło mu jak młotem.
„Mamo?” zawołał nerwowo. „Położyłaś to tutaj?”
„Nie” – odpowiedziała z wnętrza domu.
Powoli Harry podszedł do pudełka.
Nic w nim nie miało sensu.
Uklęknął obok i ostrożnie uniósł wieczko.
W środku znajdował się złożony niebieski sweter, mały album ze zdjęciami i koperta z jego imieniem wypisanym starannie na przodzie.
Przez kilka sekund Harry nie mógł się ruszyć.
Chłodne poranne powietrze muskało jego skórę, ale twarz płonęła mu z emocji.
Matka weszła za nim na werandę.
„Harry… co się stało?”
„Chyba od Grace” – wyszeptał.
Jego matka podeszła bliżej, ale zatrzymała się, instynktownie rozumiejąc, że ta chwila należy do niego.
Drżącymi rękami Harry otworzył list.
Mój drogi Harry,
Jeśli to czytasz, to chyba nadszedł mój czas.
Wiem, że to cię zaboli i przepraszam, że odchodzę bez pożegnania. Ale stare serca rzadko mają wybór, kiedy przestają bić.
W oczach Harry’ego pojawiły się łzy.
Szybko je otarł i czytał dalej.
Wszedłeś w moje życie w momencie, gdy prawie przestałem oczekiwać, że ktoś znowu zapuka do moich drzwi.
Na początku myślałem, że po prostu jesteś uprzejmy.
Ale potem wróciłeś.
Wciąż i wciąż.
Nosiłeś zakupy, przynosiłeś mi zupę, sprzątałeś pokoje, których moje ręce już nie dawały rady, i siedziałeś przy mnie, gdy samotność stawała się nie do zniesienia.
Harry z trudem przełknął ślinę.
Jego matka obok niego cicho zakryła usta.