“Potrzebujesz pomocy, sąsiedzie?” zaproponował Giennadij Pietrowicz z szyderczym współczuciem, gdy Gazela wyjeżdżała z podwórka.
“Sam sobie poradzę!” warknął jej mąż, zaprzęgając się do wózka i z głośnym jękiem przepychając go przez wysoki betonowy próg.
Jego triumfalny pochód przerodził się w publiczną hańbę. Oleg spędził resztę dnia dysząc w ciasnej łazience. Okazało się, że podczas pospiesznego, nieprzemyślanego demontażu całkowicie zerwał gwinty w wężu dopływowym. Musiał rzucić pracę, pobiec do sklepu z narzędziami, kupić nowe części z własnej kieszeni, a potem spędzić długi, upokarzający czas na sprzątaniu brudnych kałuż z kafelkowej podłogi.
To Wieczorem, zmęczony, umazany olejem maszynowym i potwornie wściekły, wrócił od matki. Giennadij Pietrowicz miał absolutną rację.
Z głębi samochodu Tamary Iljinicznej uroczyście wydobyto guzik z masy perłowej, garść zardzewiałych monet, wygiętą spinkę do włosów i niesławne metalowe fiszbiny od biustonosza. Po prostym czyszczeniu stara maszyna pracowała bezgłośnie, niczym drogi szwajcarski zegarek.
Teściowa oczywiście próbowała protestować, że syn nie przyniósł jej lśniącego, nowego sprzętu, ale Oleg tylko cicho warknął i machnął ręką ze znużeniem.
Jego heroiczny wybuch gniewu doprowadził do nieoczekiwanych wydatków, bólu pleców, nieodwracalnie zrujnowanych weekendów i zasłużonego statusu głównego żartownisia w naszym budynku.
Od tego czasu układ sił w naszej rodzinie dramatycznie się zmienił. Za każdym razem, gdy Tamara Iljiniczna dzwoniła z kolejną skargą na niesprawne urządzenie, migoczący ekran, lub podejrzanie hałaśliwy silnik, oczekując natychmiastowej pomocy, mój mąż ciężko wzdychał i wypowiadał swoje zbawienne hasło:
„Mamo, najpierw sprawdź filtr”.
A moja pralka stoi bezpiecznie na swoim właściwym miejscu, lśniąco czysta i przypominając o znaczeniu własności osobistej.
A tak przy okazji, drogie panie, jeśli ktoś z waszych krewnych nagle poczuje pokusę, by pozbyć się waszego majątku pod pretekstem wysokich wartości moralnych, nigdy nie traćcie nerwów na kłótnie. Zgoda. Ale pamiętajcie, by dodać dobroczyńcę do waszego majątku. Jak pokazuje doświadczenie życiowe, absolutnie każdy kocha to, co należy do innych, ale z jakiegoś powodu nikt nie chce służyć starszym rycerzom.