„Nie” – powiedziałam.
Jej twarz pociemniała. Marissa wyszeptała:
„Zła odpowiedź”.
Trent stał, wciąż nagrywając, wciąż się śmiejąc. Wszyscy myśleli, że drzwi wejściowe są zamknięte. Wtedy klamka się przekręciła.
CZĘŚĆ 2
Dźwięk zamroził wszystkich w pokoju. Evelyn gwałtownie odwróciła się w stronę drzwi.
„Kto tam?”
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, Trent złapał mnie za ramię i przycisnął do ściany.
„Dzwoniłaś do kogoś?”
Spojrzałam na niego spokojnie.
„Powinieneś puścić.”
Jego uścisk się zacieśnił.
„Bo co?”
Drzwi się otworzyły. Do środka wszedł mężczyzna w ciemnej cywilnej kurtce, deszcz lśnił mu na ramionach, a w ręku trzymał torbę podróżną. Jego włosy były krótsze, niż pamiętałam. Twarz wydawała się szczuplejsza. Ale jego oczy – zimne, skupione i niebezpiecznie spokojne – należały do Daniela. Mój mąż był w domu. Telefon Marissy wypadł jej z ręki i rozbił się o podłogę. Evelyn zbladła.
„Daniel?”
Spojrzał na moją krwawiącą wargę. Potem na czerwony ślad na moim policzku. Potem na dłoń Trenta ściskającą moje ramię.
„Zabierz rękę z mojej żony” – powiedział Daniel.
Trent natychmiast mnie puścił. W pokoju zapadła cisza, zakłócana jedynie przez deszcz uderzający o szyby. Evelyn otrząsnęła się pierwsza. Manipulacja zawsze była jej najmocniejszą bronią.
„Danielu, dzięki Bogu” – powiedziała szybko. „Przyjechaliśmy, bo się martwiliśmy. Ona jest niezrównoważona. Zaatakowała mnie. Chcieliśmy tylko chronić twój majątek”.
Daniel nawet nie mrugnął.
„Mój majątek?”
„Majątek naszej rodziny” – poprawiła Marissa.