Uczciwie. To słowo zawisło w powietrzu kuchni jak zapach starego tłuszczu.
Wtedy wstałam, poszłam do przedpokoju po torebkę i wróciłam z kopertą. Koperta była zwykła, biała, z Biedronki – taka, w jakich mama trzymała rachunki za prąd. Ale w środku nie było rachunku za prąd.
Był wyciąg z konta bankowego mamy. Z jedną transakcją zaznaczoną flamastrem. Przelew na siedemdziesiąt tysięcy złotych – z konta mamy na konto Grzegorza. Data: szesnaście miesięcy przed jej śmiercią.
I kartka. Jedno zdanie:
“Grzegorz wziął te pieniądze na remont, obiecał oddać, nie oddał ani złotówki – pamiętaj o tym, kiedy zacznie dzielić.”
Podałam kartkę bratu. Patrzyłam, jak jego twarz zmienia kolor. Renata pochyliła się, przeczytała, cofnęła rękę jak oparzona.
“To było pożyczone” – powiedział Grzegorz. Głos mu się nie zmienił, ale żyłka na skroni zaczęła pulsować. – “Mama mi pożyczyła na łazienkę. Rozmawialiśmy o tym.”
“I oddałeś?”
Cisza.
“Miałem oddać. Nie zdążyłem.”
Nie zdążył. Szesnaście miesięcy. Mama chorowała, mama umierała, a Grzegorz nie zdążył oddać siedemdziesięciu tysięcy złotych. Ale zdążył wydrukować ceny mieszkań dwa tygodnie po pogrzebie.
Renata chciała coś powiedzieć, ale Grzegorz ścisnął jej rękę pod stołem. Widziałam to. Widziałam ten gest – dokładnie taki sam, jakim tata uciszał mamę, kiedy w rodzinie robiło się zbyt głośno.
“Grzegorz” – powiedziałam spokojnie, chociaż w środku miałam huragan. – “Mama zostawiła mi tę kopertę, bo wiedziała, że to zrobisz. Że przyjdziesz z teczką i wyliczeniami. Że powiesz – uczciwie. Wiedziała. I przygotowała mnie.”
Brat patrzył na wyciąg bankowy. Potem na kartkę z zeszytu. Potem na mnie.
“Co chcesz?” – zapytał w końcu. Już bez tego starszobraciego tonu. Cicho.
“Chcę, żebyś najpierw oddał matce to, co jej wziąłeś. Nie mnie – jej. Niech te pieniądze wrócą na jej konto, a potem dzielmy. Wtedy uczciwie.”
Renata wstała i wyszła na balkon. Przez uchylone drzwi widziałam, jak zapala papierosa trzęsącymi się rękami.
Grzegorz siędział jeszcze długo. Składał i rozkładał wydruki. W końcu powiedział: “Dobrze.”
Nie wiem, czy dotrzyma słowa. Mama pewnie też nie wiedziała – dlatego zostawiła kopertę mnie, a nie jemu. Nie jako broń. Jako zabezpieczenie. Bo mama do końca kochała nas oboje – tylko z Grzegorza zdjęła złudzenia wcześniej niż ja.
Koperta leży teraz z powrotem w szufladzie, pod rachunkami za prąd. Czasem na nią patrzę. I myślę, że mama chroniła mnie nawet po śmierci – nie przed bratem, ale przed byciem naiwną. Bo to boli bardziej niż strata pieniędzy. Dowiedzieć się, że ktoś, przy kim dorastałaś, traktuje cię jak przeszkodę między sobą a mieszkaniem na osiedlu Południe.
Grzegorz dzwoni teraz rzadziej. Pieniędzy jeszcze nie oddał. Mieszkanie stoi puste, z firaneczką w oknie i zapachem mamy w szafie. Nie sprzedaję. Nie dlatego, że nie chcę. Dlatego, że jeszcze nie jestem gotowa zamknąć tych drzwi.
A mama – mama wiedziała, że tak będzie. Zawsze wiedziała.