Adrien skończył list, a jego wzrok się rozmazał.
Podniósł papier do ust, jakby chciał stłumić dźwięk wydobywający się z jego piersi.
Nie płakał z godnością.
Nie płakał bezgłośnie.
Zgiął się wpół i wypuścił z siebie urywany, zwierzęcy oddech, pełen wstydu, wściekłości i bólu.
Nadine znalazła go w takim stanie kilka minut później.
Nie powiedziała ani słowa.
Po prostu położyła mu dłoń na ramieniu.
Uniósł wzrok.
„Wybacz mi”.
Nadine delikatnie pokręciła głową.
„Poproś mamę o wybaczenie, kiedy wróci”.
To zdanie dodało mu otuchy.
Poszedł po niebieskie pudełko z przyborami do szycia.
Ostrożnie rozpruł podszewkę.
I wszystko było na swoim miejscu.
Kopia testamentu.
Wydrukowane wyciągi bankowe.
Pokwitowania za recepty.
I coś jeszcze.
Mały zestaw zdjęć z kuchennego korytarza.