Mąż co miesiąc woził teczkę z dokumentami do księgowej. Po jego śmierci zadzwoniłam do biura rachunkowego, żeby zamknąć sprawę. Pani powiedziała: “U nas nikt o takim nazwisku nigdy nie miał konta”
Wracałam do Częstochowy i myślałam, że powinnam płakać, ale nie płakałam. Myślałam o tym, jak Wiesław każdego pierwszego piątku wstawał rano, golił się dokładniej niż zwykle, pakował teczkę – pustą teczkę, w której nie było żadnych dokumentów, tylko karty hotelowe i notes – i mówił mi “do wieczora”. I jak ja odpowiadałam “uważaj na siebie” i nawet nie patrzyłam, bo akurat szykowałam się do pracy albo odkurzałam albo obierałam ziemniaki.
Trzydzieści pięć lat. Ile z tych piątków? Nie umiałam policzyć. Ale karty w teczce sięgały co najmniej siedmiu lat – to tyle, ile zdążyłam przejrzeć, zanim zamknęłam notes i schowałam teczkę z powrotem na najwyższą półkę, za zimowe koce, dokładnie tak, jak leżała.
Minęły trzy miesiące. Teczka nadal tam leży. Nie powiedziałam Marcinowi ani Kindze. Może kiedyś powiem, a może nie – bo co to zmieni? Wiesława nie ma.
Nie mogę z nim krzyczeć, nie mogę trzaskać drzwiami, nie mogę usłyszeć żadnego wyjaśnienia, nawet kłamliwego. Został mi mąż, którego znałam, i mąż, którego nie znałam, i obaj są w tej samej urnie na cmentarzu przy Rakowskiej.
Czasem wieczorem siadam w kuchni i myślę o tych chabrach. O tym, że gdzieś jest kobieta, która też go opłakuje. Która może nie wie, że umarł – bo skąd miałaby wiedzieć? Może czeka na pierwszy piątek, który nie przychodzi. A może dowiedziała się i płacze po swojemu, w swoim mieszkaniu, nad swoimi wspomnieniami.
I wtedy czuję coś, czego się wstydzę – nie złość, nie żal, ale coś w rodzaju podziwu, że miał dość serca na dwa życia. I zaraz potem czuję wstyd za ten podziw. I znowu złość. I znowu ciszę.
Lustro w przedpokoju wytarłam do czysta. Kurtka Wiesława wisi na wieszaku – nadal granatowa, nadal pachnie jego wodą kolońską. Nie potrafię jej zdjąć. Nie potrafię też otworzyć teczki ponownie. Stoję gdzieś pomiędzy – między żoną, która kochała, a kobietą, która wie – i nie wiem, która z nich jest prawdziwsza.