– Że muszę pomyśleć. Że oddzwonię.
Milczałam. Bartek też milczał. Słyszałam przez telefon, jak jego żona Ola coś mówi w tle – pewnie pytała, z kim rozmawia. Bartek ma z Olą dwupokojowe mieszkanie na Podolszycach, kredyt do spłacenia i roczną córeczkę Zosię. Nie ma w tym mieszkaniu pokoju dla ojca, którego nie widział od piętnastu lat.
– Mamo, co mam zrobić?
To było pytanie, którego się bałam bardziej niż samej wiadomości o Leszku. Bo na wiadomość o Leszku miałam gotową odpowiedź – nie interesuje mnie, nie obchodzi, niech sobie radzi. Zamknięty rozdział. Dwadzieścia lat ciszy to wystarczająca odpowiedź.
Ale Bartek nie pytał o moją odpowiedź. Pytał o swoją.
– Nie wiem, synku – powiedziałam. – To twoja decyzja.
I to była prawda, choć kosztowała mnie więcej niż pięć lat spłacania cudzych długów.
Następnego dnia w salonie miałam trzy klientki. Pani Jadwiga na farbowanie, Monika na podcięcie i stała czwartkowa trwała u pani Heleny. Przy pani Jadwidze myślałam o tym, jak Leszek pakował torbę i mówił, że jedzie na delegację.
Przy Monice o tym, jak Bartek w pierwszej klasie narysował rodzinę: mama, Bartek, Magda i puste miejsce obok, które zamówił kółkiem i podpisał “tata (wyjechał)”. Przy pani Helenie o tym, że Leszek zadzwonił do syna, nie do mnie. Że nawet teraz, kiedy potrzebuje pomocy, wybrał drogę, na której mnie nie ma.
Magda zadzwoniła wieczorem. Bartek jej powiedział.
– Chyba nie myślisz, żeby go wpuścić – zaczęła bez wstępu.
– To nie ja mam go wpuścić albo nie. To mieszkanie Bartka.
– Mamo, ten człowiek zostawił nas z niczym. Zostawił ciebie z niczym.
– Wiem, co zostawił.