Część 2: Ręka mojego ojca drgnęła, jakby właśnie dotknął gorącej płyty. Wyciągnął ją z koperty, jego twarz nagle zbladła, a szczęka zacisnęła się.
Cisza, która zapadła w pokoju, nie była już ciszą nawyku. Była duszącą ciszą paniki.
„O czym pani mówi?” – wyjąkała matka drżącym głosem, a ręcznik kuchenny w końcu wyślizgnął się jej z palców i upadł na linoleum.
Pan Mercer zignorował ją. Z wyrachowaną powolnością otworzył skórzaną teczkę, wyjął oprawiony dokument i poprawił okulary. Nie pytał o pozwolenie. Przejął całkowitą kontrolę nad pokojem.