Obserwował, jak jej imię miga na ekranie telefonu i pozwolił, by telefon zadzwonił dwa razy, zanim odebrał.
„Kochanie!” zaśpiewała. „Jesteś dosłownie najlepszym mężczyzną na świecie. Zaplanowałam dziś wieczorem najbardziej szaloną imprezę na jachcie. Musisz przyjść. Wszyscy umierają z ciekawości, żeby cię zobaczyć”.
Peter spojrzał na ciche miasto w dole.
„Wszyscy?”
„Wiesz, o co mi chodzi”, zaśmiała się. „Moi przyjaciele. Kilku influencerów. Kilku inwestorów. To też będzie niesamowite dla twojego wizerunku”.
„Mojego wizerunku”.
„Nie mów tak”. Jej głos zaostrzył się pod wpływem słodyczy. „Dałeś mi tę kartę, Peter. Używam jej”.
„Tak”, powiedział. „Jesteś”.
Zapadła cisza.
„Nie jesteś zła, prawda?”
Pomyślał o kelnerze, którego sfilmowała, gdy jej przyjaciółka z niego kpiła. Pomyślał o diamentowej bransoletce na kostkę. Hasztagi. Jacht pełen ludzi, których nigdy nie spotkał.
„Nie” – powiedział. „Jestem poinformowany”.
„Co to znaczy?”
„To znaczy: miłego przyjęcia”.
Zakończył rozmowę, zanim zdążyła odebrać.
Stella weszła o czwartej, promieniejąc po wizycie w spa i ubrana z niezwykłą dbałością. Niosła pod pachą nowe skórzane portfolio.
„Peter” – powiedziała gładko – „pozwoliłam sobie przejrzeć twój grafik. Są pewne strategiczne możliwości, które powinniśmy omówić”.
„Strategiczne możliwości?”
„Tak”. Uśmiechnęła się. „Spotkałam się wczoraj wieczorem z kilkoma osobami. Nic formalnego, oczywiście. Tylko networking. Myślę, że Rafford AI mógłby skorzystać z bardziej elastycznych modeli partnerstwa”.
Obserwował ją.
Stella była grzeczna. Nie drgnęła. Latami uczyła się, jak sprawić, by ambicja brzmiała jak służba.
„Podobała ci się ta kartka?” zapytał.
Jej uśmiech się poszerzył. „Była bardzo hojna. Dziękuję. Wykorzystałam ją mądrze”.
„Wiem”.
Coś w jego głosie sprawiło, że się zatrzymała.
„Peter?”
Wstał i podszedł do okna.
„Wiesz, co moja mama mawiała o pokojach?”
Stella zamrugała, zaskoczona obrotem sprawy. „Nie”.
„Powiedziała, że ludzie ujawniają się przy pokojach, do których próbują wejść, kiedy nikt ich nie zatrzymuje”.
Twarz Stelli ochłodziła się o jeden stopień.
Odwrócił się do niej.
„Weszłaś do pokoju z moimi konkurentami”.
Jej usta rozchyliły się, a potem zamknęły.
„Nawiązywałam kontakty w twoim imieniu”.
„Nie” – powiedział Peter. „Byłaś na przesłuchaniu”.
Cisza stała się niebezpieczna.
Stella szybko się otrząsnęła. „To niesprawiedliwe. Kazałaś mi wydawać pieniądze, jak chcę. Dałaś mi wolność”.
„Zrobiłam to”.
„Więc nie możesz mnie karać za to, że korzystam z nich inteligentnie”.
„Nie karzę cię za ambicję, Stello. Jestem rozczarowana, że zamaskowałaś ją jako lojalność”.
Jej wzrok stwardniał.
I oto była.
Wymuskana asystentka zniknęła, a kobieta pod spodem zrobiła krok naprzód. Nie zła. Nie głupia. Po prostu na tyle głodna, by urazić każdego, kto zauważył jej apetyt.
„Nie rozumiesz, jak to jest” – powiedziała. „Urodziłaś się z władzą”.
„Nie” – odpowiedział. „Większość zbudowałem sam”.
„Dzięki dostępowi. Dzięki rozpoznawalności. Dzięki temu, że ludzie odbierają twoje telefony. Kobiety takie jak ja muszą stwarzać okazje”.
„A potem twórz je uczciwie”.
Zaśmiała się raz. „Uczciwość to luksus, który polecają wpływowi ludzie, kiedy już wygrają”.
To go uderzyło, bo część tego była prawdą.
Ale prawda użyta jako wymówka wciąż może stać się zdradą.
Peter powoli skinął głową. „Więc pozwól, że powiem szczerze. Jesteś utalentowana. Jesteś wydajna. Mogłabyś prowadzić działalność wszędzie. Ale nie tutaj”.
Jej twarz znieruchomiała.
„Zwalniasz mnie?”
„Daję ci hojną odprawę, czyste referencje ograniczone do twoich wyników w pracy i trzydzieści dni wsparcia w okresie przejściowym. Po dzisiejszym dniu nie będziesz miała dostępu do poufnych systemów”.
Stella wpatrywała się w niego.
„Wystawiłeś mnie na próbę”.