Antoine wpatrywał się w ekran przez kilka minut, zanim podniósł swój zaszyfrowany telefon.
Następnie wykonał telefon, który miał zniszczyć życie Camille przed wschodem słońca.
CZĘŚĆ 3
O 7:58 Camille zeszła po głównych schodach willi, ubrana w nienaganny kremowy garnitur. Jej włosy były związane z niemal wojskową precyzją. W dłoniach trzymała teczkę zawierającą sfałszowane dokumenty medyczne, które miały być wykorzystane do uwięzienia Louisa.
Emanowała z niej radość zwycięstwa.
Miesiącami zamieniała dom w ciche więzienie. Pozbawiała dziecko jedzenia, izolowała je.
Był upokarzany, terroryzowany, aż stał się na tyle kruchy, że opinie psychiatryczne wydawały się wiarygodne.
A teraz wszystko będzie należało do niego.
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
Camille uśmiechnęła się z zadowoleniem, zanim otworzyła drzwi.
Ale to nie był szwajcarski zespół medyczny.
Schody wejściowe były pełne policjantów z Centralnego Biura ds. Zwalczania Przemocy Wobec Osób, którym towarzyszyli dwaj agenci finansowi i sędzia śledczy.
Uśmiech Camille natychmiast zniknął.
„Pani Camille Vernier, jest pani aresztowana za oszustwo kwalifikowane, znęcanie się nad dzieckiem, fałszowanie dokumentacji medycznej i usiłowanie porwania dziecka”.
Skrzywiła się gwałtownie.
„Nie… nie, nastąpiła pomyłka…”
„Nie ma pomyłki”.
Głos Antoine’a odbił się echem w holu.
Powoli zszedł po schodach, w idealnie skrojonym czarnym garniturze, z lodowatym spojrzeniem. Za nim Louis obserwował scenę, ściskając wielkiego pluszaka, którego przywiózł z Japonii.
Camille wtedy zrozumiała.
Wiedział wszystko.
„Nie miałeś prawa grzebać w moich rzeczach!” krzyknęła.
Antoine podszedł, nie podnosząc głosu.
„Naprawdę myślałeś, że zamkniesz mojego syna, żeby ukraść mu spadek?”
„To dziecko jest niezrównoważone!”
„Nie. Był przerażony”.
Policjanci chwycili Camille za ramiona, gdy ta gwałtownie się szamotała.
Jej maska w końcu opadła.
Nie była już elegancką kobietą.
Nie była już idealną żoną.
Tylko osaczonym drapieżnikiem.
„Antoine, posłuchaj mnie… Kocham cię…”
Spojrzał na nią z absolutną pogardą.