Nie dla efektu.
Uklęknął, bo po raz pierwszy naprawdę zrozumiał, co to znaczy prosić o wybaczenie.
„Wybacz mi” – powiedział łamiącym się głosem. „Na początku to wszystko było kłamstwem. Udawałam, że jestem sparaliżowana, bo chciałam odkryć, kto może mnie kochać, nie interesując się moimi pieniędzmi. Wszyscy odeszli… wszyscy, oprócz ciebie. Ty zostałaś. Zaopiekowałaś się mną. Dałaś mi to, czego nikt inny nigdy mi nie dał”.
Łzy zaczęły spływać po policzkach Lucie.
„Więc mnie testowałaś?” zapytała drżącym głosem. „Wykorzystałaś mnie?”
To pytanie uderzyło go mocniej niż jakikolwiek publiczny skandal.
„Nie” – odpowiedział natychmiast. „Ukrywałem przed tobą prawdę i to było złe. Bardzo złe. Ale nigdy cię nie oszukałem. To, co do ciebie czułam, stało się realne… bardziej realne niż cokolwiek, co kiedykolwiek znałam. Kocham cię, Lucie”. Kocham cię całym sobą. I jeśli dzisiaj zdecydujesz się odejść, zrozumiem. Po prostu nie chciałam iść do ołtarza, nie ujawniając ci w końcu, kim naprawdę jestem.
Cały kościół patrzył w milczeniu.
Te same kobiety, które nim wzgardziły, pozostały nieruchome, łykając własny jad.
Goście wstrzymali oddech.
Ksiądz skromnie spuścił wzrok, jakby wiedział, że ta chwila nie należy już do rytuału, lecz do serca.
Lucie płakała.
W jej piersi ból, czułość, upokorzenie, wspomnienia, nieprzespane noce, ciepłe kąpiele, starannie naciągnięte koce, jego dłoń trzymana w czasie burzy, szeptane podziękowania, sposób, w jaki w końcu do niej podszedł, jakby była jego najcenniejszym skarbem – wszystko to zderzyło się ze sobą.
Tak, zranił ją.
Ale wiedziała też, że dostrzegła w nim coś, czego nikt inny nigdy nie widział.
Z sercem bijącym jej w gardle Lucie wyciągnęła rękę.
Aleksander przyjął to jak cud.
„Bolało” – powiedziała cicho, ale stanowczo. „To bolało bardzo. Bo kochałam mężczyznę, którego uważałam za złamanego… i odkryłam, że ostatecznie to ja byłam złamana”.
Alexandre zamknął oczy na sekundę, jak skazaniec odbierający wyrok.
Ale Lucie delikatnie zacisnęła palce.
„Jednak… wiem też, przez co przeszliśmy. I wiem, że to, co się między nami narodziło, stało się rzeczywistością. Nie wybaczam ci wszystkiego od razu… ale chcę zostać i zobaczyć, czy miłość, o której mówisz, jest wystarczająco silna, by naprawić to, co zniszczyłeś”.
Długie westchnienie przetoczyło się przez kościół.