„To nie złość” – powiedziała w końcu. „To smutek. Czuję się, jakby moje serce zostało wystawione na próbę, bez pytania go o zdanie”.
Alexander spuścił głowę.
„Wiem. I nie ma dnia, żebym nie żałował tego, co zrobiłem. Ale zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby być ciebie godnym”.
I zaczął to udowadniać.
Nie słowami.
Czynami.
Jeśli Lucie była zmęczona, pomagał jej.
Jeśli źle spała, odwoływał spotkania, żeby zjeść z nią śniadanie. Jeśli na przyjęciu ktoś mógł ją zlekceważyć, siadał obok niej, zanim zdążyła się bronić.
Kilka tygodni później pojawił się nowy problem.
Grupa inwestorów zaczęła wątpić w Alexandre’a po skandalu z pozorowanym paraliżem. Na prywatnych spotkaniach rozmawiali o niestabilności, nadszarpniętym wizerunku i impulsywnych decyzjach.
W dniu ważnego spotkania Alexandre szukał Lucie przed wyjściem.
„Potrzebuję cię przy sobie”.
Spojrzała na niego nerwowo.
„Nic nie wiem o biznesie”.
„Nie potrzebuję cię do interesów. Potrzebuję cię, bo z tobą przypominam sobie mężczyznę, którym chcę się stać”.
Lucie poszła z nim.