Potem wziął Lucie za rękę.
„Nawet gdybyście znali prawdę, nie zostalibyście. Bo chcieliście mojego majątku”. Została, kiedy myślała, że nie mam już nic do zaoferowania.
Nie było odpowiedzi.
Tylko wstyd.
Kobiety odeszły w milczeniu, z wypisaną na twarzach porażką.
Tego wieczoru, pod czystym niebem usianym gwiazdami, Lucie siedziała obok Alexandre’a na tarasie.
W oddali lśnił Paryż.
Delikatny wietrzyk szeleścił różami w ogrodzie.
I świat zdawał się wreszcie zaznać spokoju.
„Alexandre” – powiedziała cicho – „dziękuję”.
Spojrzał na nią czule.
„Za co ci dziękuję?”