„Nie mów tego z poczucia obowiązku… Jestem tylko gospodynią domową”.
„Nie mówię tego z litości” – odpowiedział, nie próbując już ukryć emocji. „Mówię to, bo cię kocham”.
Lucie zadrżała.
Nigdy w życiu nie odważyła się marzyć o czymś takim. Nie do końca. Nie dla niej.
Ale wszystko, co razem przeżyli, każda chwila troski, każde wspólne milczenie, każdy drobny gest, nauczyło ją, że serce czasem trafia tam, gdzie najmniej się go spodziewa.
Z łzami błyszczącymi na policzkach skinęła głową.
„Tak… tak, chcę cię poślubić”.
Alexander zamknął na chwilę oczy.
Ślub był zaplanowany w prosty sposób, choć cały Paryż zaczął o nim mówić.
Alexander de Villiers miał poślubić gospodynię.
Nikt nie rozumiał.
Nikt nie pochwalał.
Nikt nie wyobrażał sobie, co się wydarzy.
A w głębi duszy Alexandre wciąż miał jeden, ostatni plan.
Najbardziej ryzykowny ze wszystkich.
Bo w dniu ślubu Lucie nie była jedyną, która miała odkryć prawdę.
Wszyscy oniemiali.
CZĘŚĆ 2
Wiadomość o zaręczynach rozeszła się po Francji lotem błyskawicy.