Kiedy wstałam, żeby formalnie zakończyć spotkanie, na taktycznych monitorach wielkości ściany za mną nagle pojawił się ostry, pulsujący czerwony alarm bezpieczeństwa. Sala skąpana w szkarłatnym świetle. Głos mojego głównego dyrektora ds. cyberbezpieczeństwa zatrzeszczał w interkomie.
„Pani prezes, mamy próbę włamania. Konkurencyjny konglomerat technologiczny – ten, w który pani wujek Ted mocno zainwestował swój fundusz hedgingowy – właśnie przeprowadził masowy, skoordynowany cyberatak na naszą sieć rezerwową”.
Zmrużyłem oczy, a na mojej twarzy pojawił się powolny, drapieżny uśmiech, gdy spojrzałem na przerażonych rodziców.
„Więc” – mruknąłem, a mój głos niemal mruczał z oczekiwania. „Wujek Ted postanowił zagrać nieczysto, żeby uratować swój tonący statek. Dobrze. Szukałem prawnie niepodważalnego powodu, żeby go zbankrutować”.
Skutki były szybkie, chirurgiczne i absolutnie bezlitosne.
Miesiące później elitarne kręgi towarzyskie Ohio wciąż szeptały szeptem, przerażonymi głosami o „upadku Vance’a”. Głupia próba wujka Teda, by złamać zapory sieciowe Aetherii, doprowadziła do katastrofalnej ruiny prawnej i finansowej. Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) zrujnowała jego firmę. Chloe, uwolniona od nepotyzmu i funduszu powierniczego, pracowała obecnie na średnim szczeblu w dziale sprzedaży detalicznej, a jej marzenia o byciu wpływową wspólniczką spłonęły na popiół w ogniu niefortunnych zakładów ojca.
Linda i Richard mieszkali wygodnie w rozległej, ogrodzonej rezydencji, którą kupiłem dla nich na zamożnych przedmieściach Phoenix. Dbałem o to, aby ich rachunki były opłacane automatycznie, a spiżarnia zawsze zaopatrzona. Ale to była pozłacana klatka.