„Obawiam się, że jestem zajęta. Właściwie, będę bardzo zajęta przez długi czas. Wszystko, czego potrzebujesz, znajdziesz jutro w poczcie. Nie dzwoń do mnie więcej dzisiaj, Marto. Mam dużo
pracy do wykonania dla moich obecnych klientów”.
„Sarah, nie dramatyzuj. To było tylko kilka zabawek. Zawsze byłaś tą silną, tą, na którą mogliśmy liczyć. Nie bądź teraz trudna i emocjonalna – to do ciebie nie pasuje”.
Rozłączyłem się bez słowa. Nie poczułem typowego przypływu mdłości ani zimnego potu niepokoju. Poczułem głęboki, ciężki spokój. Następnie kliknąłem „Wyślij” w e-mailu do czołowego biegłego księgowego, którego znałem od studiów, człowieka specjalizującego się w sporach dotyczących powiernictwa. Temat wiadomości brzmiał: Śledztwo w sprawie zaniedbań powierniczych i defraudacji: Fundusz Powierniczy Rodziny Harrisonów.
Cliffhanger: Obserwowałem, jak na ekranie miga powiadomienie „Wysłano”. Moi rodzice myśleli, że ich moc pochodzi z nazwiska na bramie. Wkrótce mieli się dowiedzieć, że ich konto bankowe istnieje tylko dlatego, że to ja wiedziałem, gdzie pochowano ciała – i to ja właśnie przekazałem mapę władzom.
IV. Ugoda Dusz
Czterdzieści osiem godzin później odbyło się „Nadzwyczajne Spotkanie”. Odmówiłem pójścia do rezydencji. Zmusiłem ich, by przyszli do mojego skromnego, dwupokojowego mieszkania. Moi rodzice i Megan przyjechali, wyglądając, jakby zostali wezwani na przesłuchanie. Megan ściskała swoją torebkę Birkin, jakby bała się, że skromna atmosfera w moim salonie poplami skórę.