Wtedy zrozumiałam.
Bała się tego telefonu.
Policja przeszukała dom.
Znaleźli go pod kredensem w salonie, wciśnięty w drewnianą nogę.
Ekran był pęknięty.
Ale nadal działał.
A co najważniejsze, aplikacja do nagrywania była nadal otwarta.
Policjant uruchomił nagrywanie.
Na początku słychać było głos Monique.
Słabo.
„Nagrywam to, bo zbyt długo chroniłam Pauline kosztem prawdy”.
Potem usłyszałam swój własny głos, kiedy się odezwałam.
Potem kłótnia.
Potem głos Pauline, wyraźny i ostry:
„Nie oddasz domu Antoine’owi i Élise! Obiecałaś, że będę chroniona!”
Monique odpowiedziała:
„Chroniłam cię całe życie. Spłacałam twoje długi, twoje kłamstwa, twoje błędy. Ale okradłaś konto ojca. Podrobiłaś mój podpis. Tym razem już tego nie ukryję”.
Pauline krzyknęła:
„Jeśli będziesz mówić, powiem, że to Élise tobą manipulowała!”
Monique:
„Élise jest jedyną, która o nic mnie nie prosiła”.
Potem kroki na schodach.
Zadyszka Monique.
Głos Pauline, bliski:
„Oddaj mi ten telefon”.
Monique:
„Nie”.
Pauline:
„Mamo, daj mi go!”
Potem jakiś hałas.
Krzyk.
I to zdanie, ostatnie wyraźne słowa Monique przed upadkiem:
„Pauline, popchnęłaś mnie…”
W salonie nikt nie oddychał.
Antoine zbladł.
Jean-Claude usiadł, jakby nogi odmówiły mu posłuszeństwa.
Pauline pokręciła głową.
„Nie… nie, to nieprawda… poślizgnęła się…”
Ale jej głos nie brzmiał już jak głos ofiary.
Brzmiał jak głos kobiety uwięzionej we własnej panice.
Antoine spojrzał na mnie.
Jego oczy napełniły się łzami.
— Elise…
Cofnęłam się.
— Nie teraz.
Bo właśnie poczuła żal.
Ale spędziłam noc na dworze.
W deszczu.
Z jej oskarżeniem na plecach.
Pauline została zabrana.
Śledztwo ujawniło resztę.
Ukryte długi.
Sfałszowane dokumenty.
Przelewy bankowe.
Kłamstwa.
Monique odkryła, że Pauline od miesięcy pożyczała pieniądze pod swoim nazwiskiem.
Postanowiła powiedzieć wszystko przy kolacji.
Ale najpierw chciała mnie ostrzec, bo zmieniła testament.
Żeby mi nie dawać domu.
Żeby nikomu nie ukraść.
Żeby uniemożliwić Pauline sprzedaż domu rodzinnego, żeby spłacić długi.
Antoine przyszedł do mnie trzy dni później, do Nadii.
Wyglądał na zdruzgotanego.
„Nie wiem, jak prosić cię o wybaczenie”.
Długo na niego patrzyłam.
„Nie potrafisz. Jednym zdaniem”.
Spuścił głowę.
„Uwierzyłam mojej siostrze”.
„Nie, Antoine. Ty sam jej uwierzyłeś, zanim mnie w ogóle posłuchałeś”.
Płakał.
Wciąż go kochałam.