– Tak, ale…
– Dlaczego więc wysłałeś go na swój adres e-mail?
– Chciałem się czegoś z tego nauczyć.
– I dlaczego wysłałeś to do swojego znajomego, który pracuje w konkurencyjnej firmie?
Bence milczał.
– Nie w celach biznesowych.
– To w jakim celu?
Długa cisza.
– Przerwałem mu.
Nikt się nie odezwał.
Bence spuścił głowę.
Wtedy moja matka zapytała po raz pierwszy.
– Panie Tóth, jaki był pana cel, kiedy pan tu aplikował?
Bence podniósł wzrok.
– Zbudować karierę.
– Dostał pan szansę.
– Tak.
– Co pan z nią zrobił w ciągu siedmiu dni?
Bence nie odpowiedział.
Mama zamknęła teczkę.
– Nie mam więcej pytań.
Po rozmowie kwalifikacyjnej wyszedłem na korytarz.
Bence poszedł za mną.
– Emese!
Zatrzymałem się.
– Wiedziałeś wszystko?
– Co?
– Kim jest twoja matka?
– Oczywiście.
– Czemu mi nie powiedziałeś?
Byłam oszołomiona.
– O to pytasz?
– Byliśmy razem cztery lata!
– I?
– Jak mogłeś to utrzymać w tajemnicy?
– Nigdy nie zapytałeś mnie, gdzie dokładnie pracuje.
– Powiedziałeś, że jest menedżerką.
– Właśnie.
– To trochę więcej!
– Czy to ma znaczenie?
Od razu warknął:
– Tak!
Po czym zamilkł.
Sam to usłyszał.
Uśmiechnęłam się.
– Właśnie dlatego mu nie powiedziałam.
– Do czego zmierzasz?
– Kiedy się poznaliśmy, powiedziałeś, że nie obchodzi cię, z jakiej rodziny pochodzę.
– A potem…
– A potem co jeszcze?
Nie mógł odpowiedzieć.
– Kiedy myślałeś, że pochodzę z przeciętnej rodziny, łatwo było powiedzieć, że tylko ja się liczyłem.
Podszedł bliżej.
– Emese, nie zerwałem z tobą, bo…
– Z powodu Flory?
Zesztywniał.
– Nie.
– Więc dlaczego?
– Ponieważ czułem, że zmierzamy w różnych kierunkach.
– Naprawdę poszedłeś w innym kierunku.
Spojrzałem na drzwi sali konferencyjnej.
– Po prostu szybciej, niż myślałem.
– Posłuchaj mnie.
– Słuchałem cię przez cztery lata.
– Naprawdę cię kochałem.
– Wierzę ci.
Nie spodziewał się tego.
– Wtedy…
– Rzuciłeś mnie i tak, kiedy myślałeś, że znalazłeś coś bardziej korzystnego.
– To nie tak było.
– Zerwałeś ze mną siedem dni po dołączeniu.
– Ja…
– Drugiego dnia zacząłeś zalecać się do Flory.
Zamilkł.
– Myślałeś, że to córka dyrektora.
– Nie wiedziałem dokładnie.
– Ale to wystarczyło, żeby mnie zainteresować.
Bence poczerwieniał.
– A ty przyszedłeś tu do swojej matki, żeby mnie zwolnić!
– Tak.
Był zaskoczony, że nie zaprzeczyłam.
– To w czym jesteś ode mnie lepszy?
– Nic.
Zamilkłam na kilka sekund.
– Byłam zła. Chciałam, żebyś ty też poczuła się zraniona.
– Widzisz.
– Ale mama powiedziała, że nie.
Twarz Bence’a stężała.
– Co?
– Powiedział, że rozstanie nie jest podstawą do zwolnienia.
– Więc to wszystko…
– Odszedł z powodu twojej dokumentacji kadrowej. A potem dorzuciłaś resztę.
– Nie wierzę ci.
– Nie trzeba.
Odwróciłam się.
Bence złapał mnie za ramię.
– Emese, zaczekaj.
Wyciągnęłam rękę.
– Nie dotykaj mnie.
Od razu ją puścił.
Jego spojrzenie było teraz błagalne.
– Jeśli to naprawię…
– Co?
– Pracę. Florę. Wszystko.