Świadek, który stał nieruchomo zaledwie kilka stóp od niej, natychmiast zbladł jak duch. Spojrzał na przerażoną, winną twarz Olivii, a potem w mordercze, wściekłe oczy Ethana.
Świadek nie próbował niczego wyjaśniać. Nie próbował bronić panny młodej.
Odwrócił się na pięcie i pobiegł w stronę ciężkich, mosiężnych drzwi wyjścia z kuchni.
„TY SUKLISKU!” – ryknął Ethan, całkowicie porzucając Olivię.
Rzucił się przez parkiet, atakując drużbę od tyłu tuż przed wahliwymi drzwiami. Obaj mężczyźni z impetem wpadli na wysoki, piętrowy stół, na którym stał tort weselny i kilka butelek szampana.
Stół zawalił się z ogłuszającym, katastrofalnym hukiem. Kryształowe kieliszki roztrzaskały się na tysiąc kawałków, rozpryskując drogi szampan i biały lukier na nieskazitelną podłogę.
Wesele natychmiast przerodziło się w absolutny, wrzeszczący chaos.
Olivia histerycznie wrzeszczała na parkiecie, zasłaniając twarz. Matka Ethana, kobieta, która z radością popierała jego okrutne traktowanie mnie, głośno zawodziła, pędząc w stronę bójki, ale została odepchnięta przez przerażonych gości. Drużbowie krzyczeli, rzucając się na gruzy, próbując odciągnąć Ethana od drużby, który właśnie był brutalnie bity pośród zniszczonego tortu.