Jego promienna, piękna, ciężarna panna młoda, Olivia, śmiała się teraz radośnie, odrzucając głowę do tyłu, a jej dłonie spoczywały intymnie na ramionach drużby Ethana – wysokiego, przystojnego, bogatego lokalnego agenta nieruchomości, który właśnie kręcił nią w rytm jazzu.
Ethan upuścił kartę medyczną. Spadła na stół, lądując idealnie obok kieliszka szampana Daniela.
Pan młody odwrócił się
Odwrócił się do mnie plecami i pomaszerował prosto w stronę parkietu.
Rozdział 4: Zamieszki na przyjęciu
Ethan nie szedł; on ruszył do przodu. Poruszał się ze sztywną, przerażającą, mechaniczną sztywnością, z pięściami zaciśniętymi tak mocno po bokach, że kostki jego palców były zupełnie białe w porównaniu z marynarką smokingową.
Cichy pomruk sali balowej całkowicie zniknął, zastąpiony napiętą, elektryzującą ciszą, gdy goście zdali sobie sprawę, że coś jest katastrofalnie nie tak. Kwartet smyczkowy, wyczuwając nagłą zmianę atmosfery, niezręcznie ucichł w połowie utworu, a wiolonczelista opuścił smyczek.
Ethan dotarł do krawędzi wypolerowanego, drewnianego parkietu.
Nie klepnął swojego świadka w ramię. Nie poprosił o prywatną rozmowę.
Rzucił się do przodu, chwycił Olivię szorstko za ramię i siłą odciągnął ją od świadka. Olivia zatoczyła się do tyłu, wydając z siebie ostry, zszokowany okrzyk, a jej wysokie obcasy poślizgnęły się na wypolerowanym drewnie.
„Ethan! Co ty robisz?!” wrzasnęła Olivia, a jej twarz natychmiast pokryła się rumieńcem oburzenia i gniewu. Próbowała wyrwać rękę z jego żelaznego uścisku. „Robisz mi krzywdę!”
„Kto tam?!” ryknął Ethan.
Jego głos nie tylko odbił się echem; on eksplodował. Mikrofon należący do wokalisty zespołu, stojący na statywie zaledwie półtora metra od niej, wychwycił jego wściekły krzyk, wzmacniając surową, psychotyczną wściekłość przez potężne głośniki sali.
Cała sala balowa jęknęła jednogłośnie, fala czystego, nieskażonego przerażenia przetoczyła się przez dwieście elitarnych gości.
„O czym ty mówisz?!” krzyknęła Olivia, a jej gniew osłabł, zastąpiony nagłym, błyskającym przypływem autentycznej paniki. Instynktownie uniosła wolną rękę, by zakryć lekko nabrzmiały brzuch. „Ethan, przestań! Wszyscy się na nas gapią!”
„POWIEDZIAŁEM KTO TO?!” – krzyknął ponownie Ethan, ślina leciała mu z ust, a twarz wykrzywiła się w maskę czystego, ohydnego szaleństwa. Potrząsnął gwałtownie jej ramieniem. „Widziałem wyniki badań, Olivio! Widziałem wyniki badań! Jestem w stu procentach bezpłodny! Mam zero plemników! Nie mogę mieć dzieci!”
Absolutna, druzgocąca cisza, która zapadła po jego nagłośnionym wyznaniu, była apokaliptyczna.
„Idealny” pan młody, mężczyzna, który chwalił się przed całym klubem wiejskim, że założył nową, idealną rodzinę, właśnie publicznie, histerycznie ogłosił przez mikrofon swoją nieodwracalną bezpłodność.
„Czyje dziecko nosisz, kłamliwa suko?!” – zażądał Ethan, a jego głos przeszedł w żałosny, żałosny szloch.
Olivia nie zaprzeczyła. Nie udawała ignorancji ani nie żądała testu na ojcostwo.
W obliczu nagłej, niepodważalnej, krzyczącej rzeczywistości jego stanu zdrowia, jej wytworna, niewinna fasada panny młodej rozpadła się w mgnieniu oka. Wybuchnęła głośnymi, obrzydliwymi, histerycznymi łzami. Odsunęła się od Ethana, jej oczy biegały dziko po pokoju, rozpaczliwie szukając ucieczki.
I instynktownie, odruchowo, bez słowa, Olivia spojrzała prosto na Świadka.