„To niedorzeczne. Przychodzi z dzieckiem, żeby zrujnować mi ślub? Wszyscy wiedzą, że była opętana myślą o byciu matką”.
Camille powoli odwróciła głowę w jej stronę.
„Powiedz to jeszcze raz”.
Céleste uniosła brodę.
„To dziecko nie jest Adriena”.
Maître Bréant mówił tak spokojnym głosem, że zmroził całą salę sądową.
„Test DNA został przeprowadzony przez akredytowane laboratorium na mocy nakazu sądowego. Adrien Valcourt jest biologicznym ojcem Léi Mercier”.
Przez salę przeszedł gwałtowny szmer.
Adrien wpatrywał się w kartkę. Jego ręce drżały. Kilkakrotnie przeczytał ten sam wers, jakby słowa mogły się zmienić na jego oczach.
„Camille… Kiedy?”
Spojrzała na niego bez widocznej nienawiści, a może to było jeszcze gorsze.
„Kiedy powiedziałeś mi, że nie możesz żyć z kobietą, która ciągle traci dzieci. Kiedy twoja matka poradziła mi, żebym szybko podpisywał, żeby nie splamić twojego dobrego imienia”. Kiedy wysyłałeś wiadomości do Celeste z poczekalni kliniki leczenia niepłodności.
Cofnął się o krok.
„Nie wiedziałem”.
„Nie” – powiedziała. „Nigdy nie pytałeś”.
Celeste chwyciła Adriena za ramię.
„Kłamie. Zaplanowała to z zemsty. Chce twoich pieniędzy”.
W tym momencie otworzyły się duże tylne drzwi.
Weszło dwóch detektywów w towarzystwie sędziego z paryskiej prokuratury finansowej. Nie biegli. Nie musieli biec. Poruszali się powoli, jak ci, którzy już mają dowody.
Celeste zbladła.
Pierwszy oficer zapytał:
„Celeste Dumas?”
„To moje małżeństwo” – odpowiedziała piskliwym głosem.
„A teraz to również kwestia prawna”.
Adrien odwrócił się do nich.
„Nie możecie tak po prostu wtargnąć na prywatną ceremonię”.
Sędzia uniósł dokument.
„Możemy. Nakaz przeszukania. Trwają przeszukania w Paryżu i Hawrze. Madame Dumas, jest pani przesłuchiwana w ramach śledztwa w sprawie fałszerstwa, nadużycia zaufania, prania brudnych pieniędzy i defraudacji”.
W sali rozległy się szepty.
Éliane Valcourt wyprostowała się.
„To farsa. Ta kobieta zawsze była niestabilna. Mój syn był na tyle miły, że ją zaprosił, a ona mu się tak odwdzięcza”.
Camille pamiętała wszystkie razy, kiedy Éliane użyła tego słowa: niestabilna. Niestabilna, kiedy płakała po poronieniu. Niestabilna, kiedy odmówiła przyjścia na rodzinny obiad. Niestabilna, kiedy zapytała Adriena, dlaczego Céleste dzwoni do niego o 23:00.
Maître Bréant spokojnie otworzył swoją teczkę.
„Osiem miesięcy wcześniej, podczas postępowania rozwodowego, pan Valcourt twierdził, że majątek osobisty mojej klientki, odziedziczony po dziadku, został roztrwoniony na nietrafione inwestycje. To twierdzenie było fałszywe”.
„Nigdy nie tknąłem jej spadku” – powiedział Adrien, blednąc.
„Nie bezpośrednio” – odparł prawnik. „Ale twoje kwalifikacje zawodowe zostały wykorzystane do autoryzacji kilku transakcji. Utworzono trzy firmy-słupki. Dwa podpisy mojej klientki zostały sfałszowane. A jednym z ostatecznych beneficjentów jest Céleste Dumas”.
Adrien zwrócił się do swojej narzeczonej.
„Céleste?”
Otworzyła usta, ale nie wydobył z siebie żadnego dźwięku.