Weszliśmy do sali weselnej po zakończeniu ceremonii. To było strategiczne.
Nie chciałem siedzieć na ślubie. Chciałem być widziany tylko na weselu, na które zazwyczaj przychodzi więcej osób.
Chciałem, żeby Adam i jego panna młoda widzieli mnie, jak rozmawiają z gośćmi.
Adam zobaczył nas pierwszy.
Stał przy barze, trzymając jedną ręką kieliszek do szampana, zwrócony w stronę grupy krewnych.
W chwili, gdy jego wzrok spoczął na mnie, cała jego twarz się zmieniła.
Wydawał się szczęśliwszy niż wcześniej, najprawdopodobniej dlatego, że myślał, że przyszedłem zobaczyć jego i jego żonę.
Potem zobaczył Adriana i zbladł, jakby ktoś jednym kopniakiem wycisnął z niego całą krew.
W tym samym momencie odwróciła się panna młoda, która rozmawiała obok Adama z innymi gośćmi.
Była piękna w swojej sukni z parasolką. Jej ciemne włosy były upięte, a na szyi i uszach wisiały diamenty. Zobaczyła mnie, zmarszczyła brwi, a potem zobaczyła Adriana i zesztywniała.
Wtedy dłoń Adriana zacisnęła się na mojej.
Pochylił się, uśmiechając do obserwujących go gości i wyszeptał: „Przyrzekam ci, nie wiedziałem, ale panna młoda, nowa żona twojego byłego, była moją narzeczoną”.
Przez jedną szaloną sekundę zapomniałam, jak się oddycha.
Lekko odwróciłam głowę. „Co?”
„Uśmiechaj się dalej” – mruknął. „Wyjaśnię ci później”.
Powinnam była puścić jego ramię i zażądać odpowiedzi. Powinnam była wyjść od razu i zostawić ich samych z ich bzdurami.
Zamiast tego, może dlatego, że byłam już tam i byłam zbyt głęboko zajęta, może dlatego, że Adam wciąż wyglądał, jakby widział ducha, uśmiechnęłam się.
A Adrian się uśmiechnął.
I razem przeszliśmy przez pokój, jakbyśmy nie mieli absolutnie nic do ukrycia.
Adam spotkał się z nami w połowie drogi, poruszając się zbyt szybko jak na mężczyznę, który próbuje wyglądać swobodnie.
„Nora” – powiedział. „Przyszłaś”.
Jego wzrok znów powędrował w stronę Adriana, a ja dostrzegłam w nim strach, którego nigdy wcześniej nie widziałam.
Posłałam mu najprzyjemniejszą minę, jaką mogłam sobie wyobrazić. „Zaprosiłeś mnie”.
Adrian, trzeba mu przyznać, wyglądał na niemal rozbawionego.
Adam powiedział zbyt spokojnie: „Nie zdawałem sobie sprawy, że kogoś przyprowadzasz, ani że w ogóle znasz Adriana”.
Przechyliłam głowę. „To zabawne. W swojej notatce tak bardzo liczyłaś na to, że przyjdę sama. A co do Adriana, to mój chłopak. Podobno go znasz. Powiedz mi, skąd”.
Zacisnął szczękę.
Panna młoda stała teraz przy jego ramieniu, otwarcie wpatrując się w Adriana. „Co Adrian tu robi? Co tu robi twój były?”
Jej pytania zabrzmiały ostrzej, niż zamierzała. Kilku gości w pobliżu ucichło.
Spojrzałam na nią. „Powinieneś zapytać męża. To on mnie zaprosił”.
Odwróciła się do Adama z wyrazem zdrady na twarzy. „Myślałam, że uzgodniliśmy, że nie będziemy zapraszać naszych byłych”.
Adam wyglądał na przepraszającego i uciekł się do udawanego tonu przeprosin, którego używał wobec mnie: „Przepraszam. Chciałem tylko, żeby zobaczyła, że jesteśmy szczęśliwi”.
„Czy to było ważniejsze? To, że się pobraliśmy, powinno wystarczyć. Czy ona musi wiedzieć, że jesteś szczęśliwy? Jeszcze jej nie przebolałeś?” – wściekła się panna młoda, podczas gdy ja i Adrian przyglądaliśmy się. Kilku gości również podsłuchiwało.
„Nie, nie, nie o to chodzi” – Adam z trudem się tłumaczył. „Kocham cię i jesteś wystarczający. Po prostu…”
„Po prostu egoista i jak zwykle dbający tylko o ciebie” – wtrąciłam, ciesząc się, że Adam się nie zmienił.
Panna młoda zwróciła na nas uwagę. „A co ty robisz z moim byłym narzeczonym?”
Adrian przyciągnął mnie bliżej w talii, a ja odpowiedziałam: „Och, masz na myśli mojego chłopaka. Chcieliśmy też, żebyście oboje zobaczyli, że jesteśmy szczęśliwi”.
„To szaleństwo” – mruknęła panna młoda.
Skierowała swój gniew na Adama: „Spójrz na ten dramat, który zaprosiłeś na nasz ślub. I po co? Tylko po to, żeby zaspokoić swoje ego”.
Gdy coraz więcej gości zbierało się, by posłuchać dramatu, zdałam sobie sprawę, że osiągnęłam to, po co tu przyszłam. To nie było nawet świętowanie miłości. To był po prostu mój były mąż prezentujący swoją egoistyczną naturę szerszej publiczności.
„Chodźmy” – powiedziałam do Adriana. „Tu nie ma ślubu. Tylko niekończący się dramat, egoizm i egoizm Adama ciągną się wszędzie”.
Adrian skinął głową, wykorzystując tę chwilę, by pocałować mnie w policzek. Odeszliśmy, podczas gdy Adam wciąż prosił swoją żonę o wybaczenie, że nie miał złych zamiarów.