Chciał ostatniej rundy zwycięstwa, a ja nie chciałam dać mu tej satysfakcji.
Zdecydowałam więc, że pójdę, ale nie sama, z mężczyzną w ramionach.
Skontaktowałam się z Felicity, osobą, którą podała mi koleżanka, kiedy powiedziałam, że Adam zaprosił mnie na swój ślub, oczekując, że pojawię się sama. Felicity prowadziła małą agencję pośrednictwa w organizacji imprez, która zajmowała się głównie obsługą gości, powitaniem i fikcyjną parą na imprezy.
Nie mrugnęła nawet okiem, kiedy wyjaśniłam. „Chcesz przystojnego, dobrze zbudowanego faceta, czy takiego z jednym i drugim?” – zapytała przez telefon.
„Chcę takiego z jednym i drugim, ale musi mieć charyzmę i być dżentelmenem”.
„Mhm… Już mam takiego na myśli, jest zabójczo przystojny, czarujący i miły”.
Już widziałam twarz Adama, kiedy weszłam z tym mężczyzną. Byłby zaskoczony, widząc, że nie jestem taka samotna, jak sobie wyobrażał.
Adrian pojawił się w moim życiu trzy dni przed ślubem.
Był wysoki, ciemnowłosy, pięknie ubrany i tak czarujący i miły, że zastanawiałam się, jak taki mężczyzna w ogóle istnieje. Miał aktorski uśmiech, taki, który trafiał dokładnie tam, gdzie powinien, i głos na tyle spokojny, że czułam się przy nim bezpiecznie.
Spotkaliśmy się na kawie, żeby „nawiązać chemię”, co wydawało mi się absurdalne, dopóki nie wsunął się na miejsce naprzeciwko mnie i nie powiedział: „Powiedz mi dokładnie, jakiego rezultatu oczekujesz”.
Skrzyżowałam ramiona. „Chcę, żeby mój były mąż żałował, że mnie zaprosiłeś”.
Adrian skinął głową. „Chcesz, żeby był upokorzony, wstrząśnięty czy zazdrosny?”
Wpatrywałam się w niego. „To twoja praca na pełen etat?”
„Nie” – powiedział. „Jestem aktorem teatralnym. To tylko coś, co robię po godzinach dla zabawy”.
Zaśmiałam się wbrew sobie.
Potem powiedziałam mu prawdę. Że Adam chciał, żebym przyszła sama i że przez lata sprawiał, że czułam się zwyczajnie. Że nie chciałam go z powrotem, nawet nie dla sportu, ale chciałam jednego idealnego wieczoru, w którym uświadomi sobie, że pięknie go przetrwałam.
Adrian słuchał, nie przerywając.
Kiedy skończyłam, powiedział: „Więc twoim celem nie jest zemsta. Chodzi o to, żeby wzbudzić w nim zazdrość i uświadomić sobie, że cię nie zniszczył”.
Zmrużyłam oczy. „Brzmiało idealnie”.
Uśmiechnął się. „Dam ci dokładnie to, czego potrzebujesz”.
Pod koniec tego spotkania mieliśmy już wspólną historię. Poznaliśmy się przez wspólnych znajomych. Pracował w branży kreatywnej jako menedżer talentów.
Lubił stare filmy i od czasu do czasu palił na balkonach na imprezach, choć nie na tyle, żeby czuć było papierosy. Był uważny, ale nie nachalny, i ciepły, ale nie udawał.
„Robiłaś to już wcześniej” – powiedziałam.
„Kilka razy”.
„I nikt się nigdy nie zakochuje?”
Uniósł ramię. „To byłoby nieprofesjonalne”.
Toczę się
Przełknąłem ślinę. „Naprawdę?”
Uśmiechnął się szeroko. „Tak, to prawda”.
A potem nadszedł dzień ślubu.
Miałam na sobie olśniewającą suknię z odkrytymi plecami, szpilki i złotą biżuterię. Adrian pojawił się w idealnie skrojonym smokingu, który podkreślał jego wyrzeźbioną sylwetkę. Kiedy otworzyłam drzwi, spojrzał na mnie i powiedział: „Twoja była ma kłopoty”.
Zaśmiałem się i od razu moje nerwy się uspokoiły.
W winnicy było pełno eleganckich ludzi udających, że się nie gapią.
W chwili, gdy wysiedliśmy z samochodu, poczułem, jak ich spojrzenia się odwracają. Wsunąłem dłoń pod ramię Adriana i powiedziałem sobie, żebym odetchnął.