Nie dlatego, że byłam słaba.
Nie dlatego, że byłam złamana.
Po prostu czekałam na odpowiedni pokój.
A Richard właśnie go dla mnie zarezerwował…
CZĘŚĆ 2
Ślub odbył się w przeszklonej posiadłości z widokiem na ocean, dokładnie na taki luksus, na jaki Richard nigdy nie mógłby sobie pozwolić, zanim pieniądze rodziny Vanessy nie zaczęły polerować jego reputacji. Białe róże pięły się po każdym łuku. Szampan unosił się w tłumie niczym płynna arogancja.
Przybyłam ubrana w srebro.
Nie w sukni ślubnej.
Nie żądna zemsty.
Po prostu niezapomniana.
Alexander wysiadł z samochodu pierwszy, wysoki i opanowany, poprawiając spinki do mankietów, po czym odwrócił się, żeby mi pomóc. Błyski fleszy fotografów z wyższych sfer eksplodowały natychmiast. Za nami, pod czujnym okiem dwóch niań, z samochodu wyskoczyły trzy miniaturowe smokingi i jedna błyszcząca kokarda.
Od razu zaczęły się szepty.
„Czy to Elena?”
„To dzieciaki?”
„Trojaczki?”
„Zaraz… czy to nie Alexander Voss?”
Richard zauważył nas z tarasu.
Wyraz jego twarzy zmienił się tak szybko, że obserwowanie go było niemal satysfakcjonujące.
Vanessa stała obok niego w koronkowej sukni, jedną ręką opierając się na małym, ciążowym brzuchu, a jej uśmiech wyraźnie stwardniał. Matka Richarda, Margaret, wyglądała, jakby połknęła potłuczone szkło.
„Eleno” – powiedział Richard, schodząc w naszym kierunku. „Przyprowadziłaś… gości”.
„Moją rodzinę” – odpowiedziałam spokojnie.