Podczas prezentacji Sophie popełniła kilka błędów w danych dotyczących konwersji. Ethan próbował ją subtelnie poprawić, jak robił to od lat.
Ale tym razem znałem dane lepiej niż oni.
„Dane za trzeci kwartał są niepoprawne” – zauważyłem.
Sophie spojrzała na ekran.
„Myślę…”
„To nie jest opinia. Raport sprzedaży potwierdza różnicę prawie osiemnastu procent”.
Wtrącił się Ethan.
„To był błąd integracji”.
„W takim razie muszę wiedzieć, kto zatwierdził dokument, zanim wyślę go klientowi”.
Cisza.
Sophie spuściła wzrok.
Ethan zacisnął szczękę.
„Zatwierdziłem”.
„Idealnie. Będzie w aktach”.
Nie byłem okrutny.
Nie musiałem.
Po prostu egzekwowałem zasady, które Ethan ignorował za każdym razem, gdy chronił Sophie.
Kiedy było po wszystkim, pozostali wyszli. Ethan pozostał na swoim miejscu.
„Cieszysz się tym”.
Odłożyłem dokumenty.
„Nie”.
„Mógł pan poprawić błąd prywatnie”.
„Tak jak pan zrobił z Sophie?”
„Dokładnie”.
„Reprezentuję klientkę. Nie jestem tu po to, by chronić ją przed konsekwencjami jej pracy”.
„Wcześniej pan taki nie był”.
„Kiedyś myliłem miłość z poświęceniem”.
Ethan wstał.
„Sophie nic nie znaczyła”.
Spojrzałem na niego.
„To ci nie pomaga”.
„Co masz na myśli?”
„Jeśli nic nie znaczyła, a ty wciąż ją wybierałeś, to znaczyło to, że znaczyłem jeszcze mniej”.
Po raz pierwszy nie miałem nic do powiedzenia.
W ciągu następnych kilku tygodni Ethan zaczął się pojawiać wszędzie.
Czekał przed moim biurem.
Wysłał kwiaty.
Zostawił kawę w recepcji.
Napisał do mnie sześciostronicowy list, w którym przyznał, że popełnił błędy, że presja ze strony firmy zmusiła go do ukrycia naszego związku i że nigdy nie zdał sobie sprawy, jak bardzo mnie zranił.
Zwróciłem kwiaty.
Kawa wylądowała w koszu.
Otworzyłem list dopiero kilka dni później.
Ostatnie zdanie brzmiało:
„Powiedz mi, co mam zrobić, żeby cię odzyskać”.
Odpowiedziałam jednym zdaniem:
„Cofnij się w czasie i wybierz mnie, kiedy wciąż na ciebie czekałam”.
Tej nocy zadzwonił z płaczem.
Nigdy wcześniej nie słyszałam płaczącego Ethana.
„Zakończyłem przyjaźń z Sophie” – powiedział. „Poprosiłem ją, żeby się wyprowadziła. Nie będzie już pracować w moim zespole”.
Zamknęłam oczy.
Nawet jego żal przyszedł za późno.
„Nie musiałeś tego dla mnie robić”.
„Zrobię wszystko”.
„W tym problem. Jesteś gotów to zrobić dopiero teraz, kiedy…”
I odeszłam.
„Nie wiedziałam, że cię stracę”.
„Dokładnie”.
Zapadła długa cisza.
„Czy jest ktoś jeszcze?” – zapytał.
Pomyślałam o Danielu.