Zawahałam się, instynktownie sięgając ręką po dziecko. „Nazywa się Ethan Salazar”.
Cisza, która nastąpiła, była absolutna. To była cisza poprzedzająca lawinę. Doktor Salazar zamknął oczy, a pojedyncza, ciężka łza spłynęła po głębokich zmarszczkach na jego twarzy.
„Ethan Salazar” – powtórzył, a imię brzmiało jak modlitwa i przekleństwo. „To mój syn”.
Poczułam, jak pokój się przechyla. Białe ściany zdawały się pulsować. Nie. To była sztuczka. Halucynacja wywołana bólem. Ale patrząc na mężczyznę stojącego u stóp mojego łóżka, zobaczyłam niemożliwą prawdę. Miał czoło Ethana. Miał ten sam sposób trzymania ramion – choć doktor nosił ciężar, podczas gdy Ethan nosił tylko wiatr.
„Nie” – wyszeptałam. „Ethan nigdy nie wspominał o ojcu. Nigdy nie wspominał o nikim”.
„Bo chciał być duchem” – powiedział Richard, w końcu zapadając się w krzesło, jakby nogi zamieniły mu się w wodę. „Pokłóciliśmy się dwa lata temu. Brutalne, napędzane ego starcie. Czuł, że nie sprosta „dziedzictwu Salazara”. Uważał mnie za tyrana; ja uważałem go za marzyciela bez kręgosłupa. Wyszedł i nas wymazał. Nie wrócił nawet po śmierci matki”.
Znów spojrzał na dziecko – swojego wnuka. „Moja żona, Margaret, zmarła osiem miesięcy temu. Spędziła ostatnie dni, patrząc w drzwi, czekając na syna, który nigdy się nie pojawił. Miała takie samo znamię. Nazywała to swoim „małym księżycem”.
Spojrzałam na zawiniątko w moich ramionach. Dziecko zasnęło, nieświadome, że jego przyjście na świat właśnie zdetonowało minę lądową rodzinnych sekretów. Teraz widziałam „nos Salazara”. Widziałam dziedzictwo, które nieświadomie nosiłam w łonie, szorując podłogi i licząc grosze.
„Zostawił mnie” – powiedziałam, a mój głos stwardniał. „Zostawił mnie tej nocy, kiedy mu powiedziałam. Nie zależało mu na dziedzictwie. Zależało mu na ucieczce”.
Richard spojrzał na mnie, jego wzrok przesunął się z moich zmęczonych oczu na spierzchnięte dłonie. Widział rzeczywistość moich ostatnich dziewięciu miesięcy, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
„Uciekł przed najwspanialszą rzeczą, jaką kiedykolwiek miał” – powiedział cicho Richard. „Ale nie uciekł wystarczająco daleko”.
Wstał, jego profesjonalna maska powoli wróciła na swoje miejsce, choć jego oczy pozostały zaczerwienione. „Nie masz nikogo innego? Żadnej rodziny w mieście?”
„Mam siebie” – powiedziałem stanowczo. „To wystarczyło na razie”.
Richard powoli pokręcił głową. „Już nie. To dziecko to Salazar. I czy chcesz, żebym tam był, czy nie, nie pozwolę, żeby kolejne pokolenie mojej krwi zniknęło w mrokach”.
Podszedł do drzwi, zatrzymał się i spojrzał na mnie. „Znajdę go. A potem zaprowadzę go do jedynego miejsca, które może uratować jego duszę”.
Polowanie się rozpoczęło, ale nie wiedziałam, czy chcę, żeby ofiara została złapana.
Rozdział 3: Cena odkupienia
Trzy tygodnie po porodzie były dla mnie istną mgiełką niedoboru snu i dziwnej, nawiedzającej obecności doktora Richarda Salazara. Nie wtrącał się, ale zawsze był przy mnie. Zadbał o to, żebym miała najlepszą opiekę poporodową. Wysłał samochód, żeby mnie odwieźć do domu. Zamówił nawet luksusowe łóżeczko dziecięce dostarczone do mojego ciasnego mieszkania.
Chciałam odmówić. Moja duma była jak zbroja, której nie byłam gotowa zdjąć. Ale za każdym razem, gdy patrzyłam na Matthew – nazwałam go po ojcu, ale drugie imię Salazar dałam mu jako most, którego nie byłam pewna, czy chcę przekraczać – wiedziałam, że nie mogę pozwolić, żeby cierpiał z powodu mojego ego.
Tymczasem Richard był opętany. Wykorzystał wszystkie możliwości, każdy kontakt i każdą uncję swojej woli dociekliwości, by wytropić syna.
Znalazł go w obskurnym motelu na obrzeżach Austin.