„Dzień dobry, Ariana. Wszystko w porządku?”
Wysłałem raport o 7:42.
„Muszę zapytać o umowę najmu”.
„Proszę bardzo”.
„Jest tylko na moje nazwisko, prawda?”
„Zgadza się. Jesteś najemcą”.
„Jeśli złożę odpowiednie wypowiedzenie, będę odpowiedzialny przez cały okres wypowiedzenia, ale nie po nim?”
„Zgadza się, o ile lokal zostanie prawidłowo zwrócony”.
„A Scott?”
„Muszę zapytać o umowę najmu”.
„Jeśli chce zostać po okresie wypowiedzenia, będzie musiał złożyć wniosek samodzielnie”.
Prosto i uczciwie.
„Czy możesz przynieść papiery z wypowiedzeniem do wieczora?”
„Mogę wpaść koło szóstej.”
„Dziękuję.”
Rozłączając się, chwyciłam blat, aż moje ręce się uspokoiły.
Prosto i uczciwie.
Drzwi do sypialni się otworzyły.
Scott wszedł do kuchni, pocierając oczy. „Zrobiłaś kawę?”
„W dzbanku jest tyle kawy, że starczy na filiżankę” – powiedziałam.
Nalał sobie, nie zwracając uwagi na teczki na stole. „Przez większość dnia spotykam się z zespołem. Nie czekaj na mnie.”
„Nie będę.”
Pocałował mnie w czubek głowy, jakby nic się nie stało, złapał kurtkę i wyszedł.
„Nie czekaj na mnie.”
Drzwi zamknęły się z trzaskiem.
Potem się ruszyłam.
Spakowałam tylko to, co moje: książki, naczynia babci, monitor do pracy, zdjęcia z Chelsea, niebieski koc i ekspres do kawy.
Zawahałem się, ale i tak spakowałem.
Chelsea przyjechała z taśmą pakową i spojrzała na teczki.
„To wszystko rachunki?”
Spakowałem tylko to, co moje.
„Kopie”.
Otworzyła jedną. „Ari, to jego wzmacniacz”.
„Wiem”.
„To więcej niż rata za mój samochód”.
„Też to wiem”.
„Jesteś pewien?”
Zakleiłem pudełko. „Po raz pierwszy od dziewięciu lat”.
„Jesteś pewien?”
Chelsea skinęła głową. „Powiedz mi, co spakować”.
Za to uwielbiałem Chelsea. Nie przejmowała kontroli. Podała mi taśmę, kiedy po nią sięgnąłem.
***
O 17:30 jedzenie dotarło.
Chelsea wniosła torby i zatrzymała się przy ladzie. „Nadal zamawiałeś obiad?”
„Zamówiłem wczoraj” – powiedziałem. „Nie będę dwa razy marnował pieniędzy”.
„Powiedz mi, co spakować”.
„Co chcesz z tym zrobić?”
Spojrzałem na stół. Teczki były teraz równo poukładane. Czynsz. Media. Artykuły spożywcze. Telefon Scotta. Sprzęt. Umowa najmu.
„Rozłóż to, Chels”.
Chels otworzyła jedną torbę. „Jak na imprezę?”
„Tak” – powiedziałem. „Przyjęcie pożegnalne”.
Spojrzałem na stół.
Zerknęła na mnie, a potem skinęła głową. „Dobrze”.
Położyliśmy jedzenie na blacie. Żadnych ozdób. Żadnych świec. Tylko kolacja, pudełka, papierkowa robota i życie, które Scott pomylił z hałasem w tle.
O szóstej zapukał pan Clement.
Wyciągnął zwykłą kopertę. „Przyniosłem formularz zgłoszeniowy i kopię dla twojej dokumentacji”.
„Dziękuję. Czy mogłabyś wejść, żebym mógł podpisać?”
Pan Clement zapukał.
„Oczywiście”.
Wszedł, zauważył teczki i pudełka i nie zadawał pytań osobistych.
Podpisałam się.
Ariana.
Nie Ariana i Scott.
Nie prawie żona.
Tylko ja.
Podpisałam się.
Pan Clement wkładał podpisany egzemplarz do koperty, gdy klucz Scotta przekręcił się w zamku.
Najpierw dobiegł go jego głos.