Adrian poprosił mnie, żebym przełączyła rozmowę na tryb głośnomówiący i nie ruszała się ani o krok, dopóki nie skończy mówić.
Usiadłam na poręczy fotela, bo ucisk pod gorsetem przerodził się w głębokie pieczenie, i przytuliłam Lily do piersi, podczas gdy Marcus wpatrywał się w telefon, jakby chciał mi go wyrwać.
„Claire, zabezpieczenia już działają” – powiedział Adrian. „Niczego nie podpisuj, nie dawaj kluczy i nie pozwalaj nikomu wynosić dokumentów, urządzeń ani rzeczy osobistych z posesji”.
Wizerunek
Marcus parsknął suchym śmiechem.
„Nie wiem, co ty tu robisz, ale to mój dom i mogę wyrzucić, kogo zechcę”.
Adrian nie podniósł głosu.
„Nie, Marcus. Ta nieruchomość należy do rodzinnego funduszu powierniczego, którego głównym beneficjentem jest Claire. Twoje pozwolenie na zamieszkanie tutaj było uzależnione od zapewnienia jej i jej małoletnim dzieciom bezpiecznego miejsca zamieszkania”.
Uśmiech Vanessy zniknął.
Marcus spojrzał na ściany, schody i nasz portret ślubny, jakby dom mógł przeczyć słowom prawnika.
„Zapłaciłem za remont” – powiedział.
„Z odszkodowaniem zatwierdzonym przez Claire i zaksięgowanym jako koszt konserwacji” – odpowiedział Adrian. „To nie czyniło cię właścicielem”.
Telefon Marcusa zawibrował na stole.
Powiadomienie wskazywało, że jego upoważnienie do podejmowania decyzji dotyczących domu zostało zawieszone i że wszelkie zmiany zamków, sprzedaż, pożyczki czy usuwanie nieruchomości wymagają mojej zgody.
Po raz pierwszy odkąd weszłam, Marcus przestał patrzeć na mnie jak na słabą kobietę, która właśnie wyszła ze szpitala.
Patrzyła na mnie jak na kogoś, kogo nigdy nie spotkał.
„Co zrobiłaś?” – zapytał.
„Co mi kazałaś zrobić” – odpowiedziałam.
Vanessa powoli odwróciła się w jego stronę.
„Powiedziałaś mi, że dom jest na twoje nazwisko”.
Marcus nie odpowiedział.
Adrian kontynuował, zanim zdążyłam wymyślić kolejną historię.
„Te same zabezpieczenia tymczasowo zawieszają twoje delegowane uprawnienia w Vale Meridian do czasu przeprowadzenia formalnego przeglądu”.
Marcus sięgnął po telefon i otworzył aplikację firmową.
Próbował się zalogować raz.
A potem znowu.
Ekran odrzucił jego hasło.
„To nielegalne” – mruknął.
„Nie” – powiedział Adrian. „Jesteś prezesem, ale nie posiadasz pakietu kontrolnego. Twoje uprawnienia wynikały z odwołalnego upoważnienia podpisanego przez Claire”.
Vanessa cofnęła się o krok.
„Mówiłaś też, że firma jest twoja”.
„Nie mieszaj się do tego” – warknął Marcus.
Sposób, w jaki to powiedział, przelał czarę goryczy.
Vanessa odpięła pasek mojego jedwabnego szlafroka i przewiesiła go przez oparcie krzesła.
Pod spodem wciąż miałam na sobie sukienkę, w której najwyraźniej przyjechałam do domu, zanim Marcus wyjął moje rzeczy z szafy.
„Mówiłeś, że Claire zgodziła się na rozwód” – powiedziała. „Mówiłeś, że dzisiaj nie wróci”.
Marcus przeczesał włosy dłonią.
„To teraz nie ma znaczenia”.
„Ma znaczenie, bo właśnie przyjechała, niosąc twoją córkę i krwawiąc” – odpowiedziała Vanessa.
Odwrócił wzrok z powrotem na mnie.
Na jasnym materiale moich spodni zaczęła pojawiać się czerwona plama, ale jego wyraz twarzy nie wyrażał zaniepokojenia.
Wyrażał raczej wyrachowanie.
„Claire jest zrozpaczona” – powiedział, odwracając się do telefonu. „Właśnie przeszła operację. Nie jest w stanie podejmować decyzji dotyczących firmy”.
Adrian milczał przez chwilę.