— Ale moje zachowanie nie zmienia tego, co zrobiłaś ty.
Uśmiech zniknął jej z twarzy.
— Damian, zabierz ją.
Tym razem mąż nie protestował.
Wyszedł razem z matką.
Nie pożegnał się z moimi rodzicami.
Nie przeprosił.
Mama zaczęła od razu zbierać torbę.
— Córeczko, znajdziemy hotel.
— Nie.
— Iga…
— To wy śpicie dzisiaj w sypialni.
— A wy?
Spojrzałam na zamknięte drzwi.
— Dzisiaj nie ma żadnych „nas”.
Następnego ranka o ósmej zadzwonił domofon.
Kurier.
Na dole stały trzy duże paczki.
— Dostawa dla Sylwii Wrony.
Spojrzałam na etykietę.
Mój adres.
Łóżeczko dziecięce.
Komoda.
Materac.
Mama stała obok mnie w szlafroku.
— Iga…
Zadzwoniłam do Sylwii.
Odebrała wesoło.
— No, wreszcie! Widzisz, wszystko się da dogadać.
— Sylwia, nikt niczego ze mną nie dogadywał.
Cisza.
— Co?
— Nie zgodziłam się na twoją przeprowadzkę.
— Ale Damian powiedział…
— Co dokładnie powiedział?
— Że mieszkanie jest jego. Że ty trochę marudzisz, ale mama się tobą zajmie.
Zacisnęłam powieki.
Mama oparła dłoń o blat.
— Sylwia, to mieszkanie należy wyłącznie do mnie.
— Jak to?
— Moje było przed ślubem.
— Damian powiedział, że twoi rodzice dali je wam.
— Nie. Dali je mnie.
Po drugiej stronie zaległa cisza.
— To dlaczego on pozwolił nam zamówić meble?
— O to musisz zapytać jego.
Sylwia nie była winna wszystkiemu.
Ale nie była też całkowicie niewinna.
Po chwili odezwała się ciszej:
— Mama mówiła, że twój gabinet stoi prawie pusty.
— Pracuję tam.
— Mówiła, że rodzice przyjadą tylko na kilka dni.
— Przyjechali do własnej córki.
— Iga, ja jestem w siódmym miesiącu. Nasz właściciel wypowiedział najem, bo sprzedaje mieszkanie.
— Rozumiem.
— Więc gdzie mamy się podziać?
— Nie wiem. Ale odpowiedzią nie jest zabranie mojego pokoju bez pytania.
Sylwia się rozpłakała.
Czułam się okropnie.
Ale nie zmieniłam zdania.
— Pomogę ci szukać mieszkania. Mogę zadzwonić po ogłoszeniach. Mogę nawet pojechać z tobą oglądać lokale.
— Ale tutaj nie mogę mieszkać?
— Nie.
Rozłączyła się.
Godzinę później zadzwoniła Bożena.
— Przez ciebie ciężarna dziewczyna płacze!
— Przez kłamstwa twojego syna.
— Jesteś bez serca.
— Wczoraj chciałaś położyć moich rodziców na podłodze.
— Oni mają dom.
— Sylwia też miała mieszkanie. Tylko jej właściciel je sprzedaje.
— To inna sytuacja!
— Oczywiście. Bo chodzi o twoją córkę.
Rozłączyłam się.
Tego samego dnia umówiłam się z prawniczką specjalizującą się w sprawach rodzinnych.
Przyniosłam akt notarialny, wydruk z księgi wieczystej i dokumenty dotyczące nabycia lokalu.
Przejrzała wszystko.
— Mieszkanie stanowi pani majątek osobisty — powiedziała. — Fakt zawarcia małżeństwa nie uczynił męża współwłaścicielem.
— Czy mogę po prostu wymienić zamki?
— Jeśli mąż faktycznie tu mieszka, nie radziłabym robić niczego na własną rękę. Najpierw trzeba formalnie uporządkować sytuację.
To wystarczyło.
Nie chciałam wojny na klatce schodowej.
Chciałam odzyskać kontrolę nad własnym życiem.
Wieczorem Damian przyszedł.
Sam.
— Mama nie przyszła?
— Powiedziałem jej, żeby została u siebie.
— Pierwsza rozsądna rzecz od dwóch dni.
Usiadł naprzeciwko mnie.
— Sylwia dzwoniła.
— Wiem.
— Płakała.
— Wiem.
— Mogłaś być delikatniejsza.
Patrzyłam na niego.
— Czy ty naprawdę nadal tego nie rozumiesz?
— Rozumiem, że jesteś zła.
— Nie chodzi o złość.
Położyłam przed nim wydruk rozmowy, który Sylwia sama mi przesłała po naszej rozmowie.
Napisała mi później:
„Chyba powinnaś to zobaczyć”.
Na zrzutach ekranu była rodzinna grupa, w której mnie nie było.
Bożena pisała:
„Gabinet Igi opróżnimy w czwartek”.
Sylwia:
„A gdzie ona będzie pracować?”
Bożena:
„Poradzi sobie. Przecież to tylko laptop”.
Damian odpisał:
„Nie piszcie jej na razie. Najpierw rodzice wyjadą”.
Jeszcze niżej:
„Jak będzie marudziła, pogadam z nią”.
Przesunęłam telefon w jego stronę.
— „Najpierw rodzice wyjadą”?
Damian zbladł.
— Iga…
— Czyli wiedziałeś, że przyjeżdżają.
— Tak.
— Wiedziałeś, że twoja matka nie chce, żeby spali w pokoju.
— Nie wiedziałem, że każe im spać na podłodze.
— Ale wiedziałeś, że pokój ma zostać dla Sylwii.