Ajay poruszył się niespokojnie.

„Nie, Seema. Ale oni są niespokojni. A ja… ja po prostu chcę, żeby to się skończyło. Dla wszystkich.”

Poczułem, jakby kamień spadł mi na pierś.
Za wszystkich.
Nie za mnie.
Nie za Aarava.
Tylko dla jego spokoju ducha.

„Dobrze” – powiedziałam po długiej ciszy, powstrzymując łzy. „Chcesz testu? Zrobimy to. Ale w zamian mam warunek”.

Ajay zmarszczył brwi.

-Co masz na myśli?

„Jeśli zaakceptuję to upokorzenie, to ty zaakceptujesz, że kiedy nadejdą wyniki, poradzę sobie po swojemu. A teraz, przed swoimi rodzicami, obiecaj, że jeśli ktoś jeszcze raz we mnie zwątpi, nie będziesz go wspierał. Odetniesz go od siebie”.

Ajay zawahał się.
Za nim stała Sunita ze skrzyżowanymi ramionami i zimnym wyrazem twarzy.

„A co jeśli tego nie zrobię?” – zapytał.

Spojrzałam mu prosto w oczy, czując ciepły oddech Aarava na swojej piersi.

—Wtedy możesz odejść. Każdy może odejść. I nigdy nie wrócić.

Cisza zapadła niczym tona cegieł.
Sunita otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale Ajay powstrzymał ją wzrokiem.
Wiedzieli, że nie żartuję. Wiedzieli, że nigdy nikogo nie oszukałem. Że Aarav był ich synem – jego wiernym odbiciem – gdyby tylko potrafili dostrzec coś więcej niż trucizna jego matki.

„Dobrze” – powiedział w końcu Ajay, biorąc głęboki oddech. „Zrobimy test. I jeśli wyniki będą takie, jak mówisz, to koniec. Koniec z komentarzami. Koniec z oskarżeniami”.

Twarz Sunity wyglądała, jakby ugryzła cytrynę.