Potem pokój się zmienił.
Dr Lawson powtarzała moje imię w kółko. Pielęgniarka przyciskała mi ciepłe koce do piersi. Słyszałam „krwawię”, „leki” i „teraz”.
Marcus w końcu spojrzał na moją twarz, a nie na monitor.
Dr Lawson powtarzał moje imię w kółko.
„Czy wszystko z nią w porządku?” zapytał.
„Zajmujemy się nią” – powiedział dr Lawson. „Peyton, zostań ze mną”.
Próbowałam.
***
Później Marcus powiedział mi, że opłata za aptekę szpitalną wyniosła 300 dolarów po uwzględnieniu ubezpieczenia. Nasz plan pokrywał większość kosztów porodu, ale leki i tak zostawiły saldo w dokumentacji wypisowej.
Nikt nie czekał na płatność, kiedy krwawiłam. Dr Lawson zamówił to, czego potrzebowałam, bo tego potrzebowałam.
Marcus zapłacił saldo swoją kartą, bo jego portfel był bliżej niż mój.
„Peyton, zostań ze mną”.