„Eleanor Vance” – powiedział wyższy detektyw, a jego głos z łatwością przebił się przez jej krzyki – „jesteś aresztowana za morderstwo z premedytacją swojego syna”.
Ostry, metaliczny stukot kajdanek, rozbrzmiewający echem po świętych murach katedry, był najpiękniejszym dźwiękiem, jaki kiedykolwiek słyszałam. Detektywi podnieśli na nogi wrzeszczącą, miotającą się matriarchę. Kopała dziko, a jej designerskie obcasy pofrunęły w stronę naw.
Paraliżująca mgła żalu, która krępowała mnie przez cztery dni, rozwiała się, wypalona przez ogniste, oślepiające światło miłości i absolutnej sprawiedliwości Dawida. Ochronił mnie przed tym, co działo się za zasłoną śmierci. Zabezpieczył fortecę. Nie byłam już kruchą, przerażoną wdową. Moc, którą prawnie i duchowo mi nadał, napłynęła do moich żył.
Nie biegłam. Nie płakałam. Podeszłam spokojnie, miarowymi, zdecydowanymi krokami do miejsca, gdzie stała Chloe.
Chloe była sparaliżowana, cofnięta w kąt stopni ołtarza, trzęsąc się tak gwałtownie, że szczękały jej zęby. Spojrzała na mnie nie z pogardą, lecz z pusty, szeroko otwartymi oczami, przerażenie ofiary osaczonej przez lwicę.
Wyciągnęłam lewą rękę. Surowa, podrapana skóra na moim knykciu lekko krwawiła, jaskrawoczerwona, odcinając się od bladej skóry.
„Mój pierścionek” – zażądałam. Mój głos był spokojny, głęboki i władczy. Nie prosił; przyjął.
Chloe szlochała, żałosnym, mokrym dźwiękiem. Jej drżące palce nie mogły się ruszyć, a ona upuściła czterokaratowy diament z powrotem na moją dłoń. Był ciepły od jej strachu. Przesunęłam go po zranionym knykciu, a ukłucie było silnym przypomnieniem o moim przetrwaniu.
Kiedy detektywi siłą ciągnęli Eleanor środkowym przejściem, kopiąc i plując jak wściekłe zwierzę, podczas gdy celebrytki, na których tak desperacko chciała zrobić wrażenie, nagrywały jej upadek telefonami, odwróciła głowę w moją stronę. H
Jej oczy były szeroko otwarte z psychotyczną, płonącą nienawiścią. Żyły na jej szyi nabrzmiały.
„Zgniję w piekle, zanim pozwolę temu bękartowi zatrzymać moje pieniądze!” krzyknęła Eleanor, ostatnia, mrożąca krew w żyłach przysięga, która odbiła się echem od sklepionego sufitu. „Mam przyjaciół na zewnątrz, Sarah! Słyszysz mnie? Nigdy nie jesteś bezpieczna! Nigdy!”
Rozdział 5: Popioły i imperia
Sześć miesięcy później kontrast naszych rzeczywistości był absolutny.
Eleanor siedziała drżąc w sterylnej, betonowej celi w więzieniu stanowym. Dzięki informacjom, które przekazywał jej prokurator Sterling, poznałam ponury obraz jej życia. Została obdarta z jedwabiu i diamentów, wciśnięta w drapiący, za duży pomarańczowy kombinezon. Jej niegdyś nieskazitelne, wystylizowane w salonie blond włosy były teraz mocno siwe, zaniedbane i pozbawione życia. Zamieniła wystawne gale wyższych sfer na brutalną, bezlitosną hierarchię Bloku Cel D, gdzie jej arogancja przyniosła jej jedynie izolację i ciężkie, metaliczne trzaśnięcie stalowymi drzwiami. Grożąc jej dożywotnim wyrokiem bez możliwości zwolnienia warunkowego, była duchem uwięzionym w betonie.
Chloe, głęboko uwikłana w defraudację i oskarżona o współudział w przestępstwie po fakcie, uniknęła więzienia, wykorzystując dowody oskarżenia przeciwko matce. Jednak jej kara była być może bardziej adekwatna do jej próżności. Wykluczona z życia towarzyskiego, z zamrożonymi kontami i całkowicie zhańbiona, została zesłana do obskurnej kawalerki na obrzeżach miasta, pracując za najniższą krajową i zmuszona znosić ubóstwo, z którego tak okrutnie mnie wyśmiewała.