Potem ją zablokowałem.
Klinika początkowo odmówiła udostępnienia pełnej dokumentacji. Twierdzili, że system nie uwzględniał żadnych innych interwencji poza badaniem ogólnym.
Dóra zwróciła się jednak do sądu o wydanie nakazu tymczasowego w celu zabezpieczenia danych elektronicznych.
Niezależny ekspert IT odnalazł ślady usuniętego dziennika operacji trzy dni później.
W dniu znieczulenia wpis pod moim nazwiskiem brzmiał pierwotnie:
„Transfer zarodka, jeden element, zarodek kriokonserwowany”.
Wpis został zmieniony na „histeroskopia diagnostyczna” dwadzieścia siedem minut później, a następnie niemal całkowicie usunięty.
System zapisywał również, z którego konta użytkownika dokonano zmiany.
Od dr Móniki Kádár.
Według dziennika leków na sali operacyjnej, podano mi leki, które są również stosowane w przygotowaniu do transferu zarodka.
A na karcie pielęgniarskiej widniała odręczna notatka:
„Na prośbę męża nie ujawniamy pacjentce dokładnego charakteru zabiegu”.
Dóra długo patrzyła na ten fragment.
– Nie można już tego nazwać nieporozumieniem medycznym.
Tego samego dnia złożyliśmy zawiadomienie na policję.
Wszczęto śledztwo w związku z podejrzeniem naruszenia autonomii cielesnej, sfałszowania dokumentacji medycznej, nieautoryzowanej interwencji reprodukcyjnej i nadużycia danych osobowych.
Śledczy zabezpieczyli serwery kliniki, nagrania z kamer sali operacyjnej oraz dokumentację laboratorium embriologicznego.
W międzyczasie Bence publicznie twierdził, że mam urojenia z powodu zaburzeń hormonalnych.
Napisał do naszych wspólnych znajomych:
„Léna zagraża ciąży. Potrzebuje pomocy”.
Zadzwonił też do dwóch prywatnych lekarzy do naszego domu rodzinnego, żeby „zabrali mnie na leczenie”.
Nie wiedział, gdzie jestem.
Jednak Tímea popełniła swój pierwszy błąd.
Wysłała wiadomość z tajnego konta:
„Nie obchodzi mnie, co chcesz udowodnić. To dziecko jest moje. Kiedy się urodzi, oddasz je nam”.
Zrobiłem zrzut ekranu.
Potem odpisałem:
„Jesteś pewien, że genetycznie jest twoje?”
Nie odpisywała przez dziesięć minut.
Potem:
„Zostało zrobione z mojej komórki jajowej. Z nasienia Bence’a. Jest na to umowa”.
To był jej drugi błąd.
„Jaka umowa?” zapytałem.
„Klinika wiedziała o wszystkim. Ty też ją podpisałeś”.
Nie odpisałem już więcej.
Śledczy później znaleźli tak zwany formularz zgody.
Podpis wyglądał jak mój.
Ale ja go nie podpisałem.
Został on cyfrowo skopiowany ze starej umowy kupna nieruchomości.
Ekspert ds. dokumentów ustalił, że dokument został sporządzony później. Jedna ze stron zawierała nawet numer identyfikacyjny, który został zmieniony dwa lata wcześniej.
Komórka jajowa Tímei została pobrana osiem miesięcy wcześniej.
Plemniki Bence’a zostały zamrożone przed wazektomią.
W laboratorium stworzono sześć zarodków.
Pierwsze dwie implantacje przeprowadzono u Tímei.
Obie zakończyły się niepowodzeniem.
Po trzeciej doszło do wczesnego poronienia.
Według opinii lekarskiej jej szanse na donoszenie ciąży były nikłe z powodu problemów z endometrium.
Wtedy właśnie pojawiło się moje nazwisko.
Bence wiedział, że od lat pragnęłam dziecka. Wiedział, że w nadziei na zajście w ciążę zgodziłabym się na każdą interwencję medyczną, jeśli uznaliby to za konieczne.
Przez miesiące podawał mi hormony jako „witaminy”.
W klinice powiedziano, że badają moją płodność.
Podczas znieczulenia wszczepiono zarodek Tímei i Bence’a.
Kiedy test ciążowy wyszedł pozytywnie, Bence rozpłakał się z radości.
Teraz wiedziałam dlaczego.
Nie dlatego, że mieliśmy mieć razem dziecko.
Ponieważ jego plan się powiódł.
Dr Kádár zaprzeczył wszystkiemu podczas pierwszego przesłuchania.
Twierdził, że przygotowano odpowiedni formularz zgody na zabieg i myślał, że wiem, że uczestniczę w programie jako nosicielka ciąży.
Przedstawił badaczowi swoje wiadomości z Bence’em.
„Moja żona nie może nic wiedzieć, bo inaczej się wycofa”.
„Powiemy jej, że testujemy fuzję”.
„Po sukcesie dostanie pełną kwotę”.
Wtedy dr Kádár po raz pierwszy zapytał mnie:
– Jaką kwotę?
Znaleźli ją w danych finansowych kliniki.
Firma Bence’a przelała dziesiątki milionów forintów firmie, która była częścią interesów lekarza naczelnego, na podstawie umowy konsultingowej.
Tímea również zapłaciła.
Część pieniędzy trafiła na konto bankowe w Wiedniu.
Lekarz naczelny ostatecznie zgodził się na współpracę.
Przekazał korespondencję, wszystkie materiały laboratoryjne i nagranie rozmowy z Bence’em, które nagrał dla własnego bezpieczeństwa.
Głos mojego męża był wyraźnie słyszalny na nagraniu:
„Léna zawsze chciała mieć dziecko. Jeśli pomyśli, że to jej, będzie szczęśliwa. Po porodzie powiemy, że wystąpiły komplikacje. Tímea i ja weźmiemy dziecko”.
Dr Kádár zapytał:
„A jeśli poprosi o test DNA?”
Bence się roześmiał.
„Nie zrobi. Żyje tak, jak mówię, od pięciu lat”.
Kiedy pierwszy raz usłyszałem nagranie, nie płakałem.
Nie było we mnie ani jednej łzy.
Czułam tylko, że pięć lat, które nazywałam małżeństwem, było w rzeczywistości starannie skonstruowaną klatką.
Bence mnie nie kochał.
Uczył się.