Nigdy go nie otworzyłam.
Może przeprosiny były szczere. Może nie. Może w końcu zrozumiał cenę pogardy. Może po prostu tęsknił za kobietą, która ponosiła za niego konsekwencje.
To już nie miało znaczenia.
Usunęłam e-maila przed przejściem przez most.
Potem zatrzymałam się w połowie, oparłam o balustradę i spojrzałam na miasto, które sama sobie wybrałam.
Rok wcześniej mój mąż powiedział mi, żebym poszła do diabła, bo sprzeciwiałam się temu, żeby jego była dziewczyna dotykała czegoś, co miało do mnie należeć.
Więc zamiast tego pojechałam gdzie indziej.
Pojechałam do Singapuru.
Pojechałam do wolności.
Wróciłem do siebie.