Teresa parsknęła suchym śmiechem.
Od miesięcy Rogelio powtarzał jej, że Mariana jest w depresji, że potrzebuje wsparcia, że nowy samochód pomoże jej „odzyskać niezależność”. Teresa zgodziła się, nie ze względu na Marianę, ale dlatego, że wciąż starała się przynależeć do rodziny, która traktowała ją jak nieproszonego gościa.
Ale po krzyku tamtej nocy wszystko się zmieniło.
Otworzyła sejf ukryty za odrażającym obrazem, który Rogelio kupił, żeby pokazać swój gust. Wyjęła statut spółki Dulce Raíz, intercyzę podpisaną przed ślubem oraz wyciągi bankowe, z których wynikało, że przez pięć lat pieniądze z jej firmy płynęły na luksusy dla Rogelio, Doñi Leonor i Mariany.
O 3:15 zadzwoniła do babci Jacinty.
„Babciu, miałaś rację. To już koniec”.
Od
Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.
„Więc nie płacz już, moja droga. Kiedy korzeń jest zdrowy, to, co tniesz, to zaraza”.
Teresa wzięła głęboki oddech. Następnie zadzwoniła do bankowości prywatnej.
„Tu Teresa Vargas, jedyna właścicielka i dyrektor generalna Dulce Raíz. Muszę natychmiast cofnąć wszystkie uprawnienia dostępu Rogelio Salvatierrze”.
Kierownik poprosił o weryfikację. Teresa odpowiadała po kolei.
„Anuluj karty dodatkowe, usuń autoryzowane podpisy i przelej 95% środków na zabezpieczone konto na moje nazwisko. Dodaj też notatkę: pan Rogelio Salvatierra nie jest klientem banku; był upoważnioną osobą trzecią, a to uprawnienie zostało cofnięte przez właściciela”.
O 4:22 wszystko było gotowe.
Rano Rogelio pojawił się w nieskazitelnie czystej kuchni, pachnącej wodą kolońską, przekonany, że nadal tu rządzi.
„Idę do oddziału z mamą i Marianą”. Przelej 300 000 pesos na wspólne konto. Nie chcę się wstydzić twojego dramatu.
Teresa podniosła wzrok.
„Oczywiście, Rogelio. Zajmę się wszystkim”.
Uśmiechnął się zadowolony.
Godzinę później Teresa zaparkowała przed agencją, obserwując z samochodu, jak Rogelio wchodzi z Doñą Leonor i Marianą. Widziała, jak wybierają najdroższego SUV-a. Widziała, jak siedzą w przeszklonym biurze. Widziała, jak wręczają czarną kartę Dulce Raíz.
A kiedy terminal pokazał, że brakuje środków, Teresa wiedziała, że prawdziwa zabawa dopiero się zaczyna…
CZĘŚĆ 3
Z ulicy Teresa widziała przeszklone biuro, jakby było jasno oświetloną sceną. W środku Rogelio wciąż miał wyprostowane plecy, napiętą szczękę i ten potężny uśmiech, którego używał, gdy chciał przekonać świat o czymś, w co sam nie wierzył. Sprzedawca trzymał przed nim ostrożnie czarną kartę Dulce Raíz, jakby plastik mógł w każdej chwili eksplodować.
Terminal zapiszczał raz.
Rogelio udawał, że nie rozumie.
Zapiszczał drugi raz.
Mariana przestała się uśmiechać.
Doña Leonor powoli opuściła broszurę, którą trzymała. Biały van nadal lśnił za szybą, ogromny, nieskazitelny, absurdalny, niczym nagroda przygotowana dla rodziny, która nigdy nie nauczyła się dziękować.
Sprzedawca odchrząknął.
„Panie Salvatierra, wygląda na to, że karta nie jest autoryzowana”.
Rogelio parsknął suchym śmiechem.
„To niemożliwe. To konto nie ma limitu na tego typu transakcje”.
„Możemy spróbować innej karty” – zasugerował sprzedawca, starając się nie wprawić go w zakłopotanie.
Rogelio wyjął swoją kartę i z irytacją rzucił ją na biurko.
„Użyj tego. Ale sprawdź swój terminal, bo ewidentnie problem leży po twojej stronie”.
Kasjer przeskanował kartę.
Terminal wydał dłuższy sygnał dźwiękowy.
Brak środków.